18.06.2013

20 miesięcy Martynki

Wczoraj Martynka skończyła 20 miesięcy, czas więc na małe podsumowanie nowych umiejętności. Mam nadzieję że gdy skończę pisać ten post film jak Martynka wcina musli już się zapisze i zobaczycie jak sobie fajnie radzi łyżeczką!

A umiejętność jedzenia łyżeczką to pierwsza umiejętność nabyta w tym dwudziestym miesiącu. Pisałam nieraz że Martynka zupek nie chce jeść, więc generalnie niewiele miała możliwości uczenia się operowania łyżeczką, bo żadnych jogurtów czy innych tego typu rzeczy również nadal jeść nie chce. Co najwyżej od czasu do czasu musli. I właśnie na musli w końcu się nauczyła! Także widelec i łyżkę ma już opanowane.

Druga niezwykle napawająca mnie radością umiejętność jakiej się nauczyła, a właściwie to podpatrzyła u kolegi Jasia, to wchodzenie po schodach. Dotychczas Martynka wchodziła i schodziła po schodach trzymając kogoś za rękę. Teraz wchodzi sama, a ja nareszcie nie muszę się martwić o to jak wtargać zakupy itp toboły wraz z Martynką za jedną rękę, gdy wracamy ze spaceru i wchodzimy na nasze poddasze ;) A jaka Martynka jest z tego dumna, za każdym razem gdy wejdzie na samą górę bije sobie brawo i mówi "Tinka góry brawooooo"

Słownictwo Tinki rozwija się w tempie ekspresowym. Muszę kiedyś przy czasie uzupełnić ku pamięci jej słowniczek. Fajnie powtarza też wyrazy dłuższe, jak pajęczyna, śmieciarka, itp. I o ile taka śmieciarka jeszcze nie przypomina zbyt siebie (Tinucha mówi "nimniamnia"), tak pajęczyna w jej ustkach brzmi mniej więcej tak: pajecina. Polubiła też krzyczenie w sobie tylko znanym języku, zwanym przez nas językiem simsowym, bo podobnie brzmi ;) Dla przykładu, Tinka siedzi cicho się bawiąc czy oglądając coś i nagle wykrzykuje do przebywającej osoby coś w stylu: TABAŁKAMAŁ i się śmieje.

Powoli przygotowujemy się do odpieluchowania, myślowo póki co bo Martynka za nic na nocnik usiąść nie chce. Zakupić musimy nakładkę na kibelek i rozpoczniemy akcję pod tytułem żegnaj pielucho! Nie nastawiam się od razu na sukcesy, zwłaszcza że Tinka nie sygnalizuje jeszcze w żaden sposób, ale jest gorąco, jest okazja do biegania bez pieluchy i zapoznania się z tym że jak nie zawoła że chce to poleci po nóżkach. Tak w głębi serca chciałabym aby akcja zakończyła się takim samym i szybkim powodzeniem jak ta pod tytułem żegnaj smoczku! No ale zapewne tak się nie stanie zbyt prędko. Ale o trzymanie kciuków za powodzenie akcji prosimy!

Martynka uwielbia dzieci. Na placu zabaw jest w swoim żywiole, matki mogłoby nie być, nawet się nie ogląda gdzie ja obecnie przebywam. Zaczepianie dzieci, naśladowanie ich to jest to co Tinka lubi najbardziej. A przy tym skutecznie dba o mamusiową formę, bo oczywiście najfajniej naśladuje się te starsze dzieci które same wejdą na huśtawki czy koniki czy karuzele, no a Tinka jeszcze nie dosięga.

Na drugim miejscu listy "uwielbiane" są zjeżdżalnie. Wspina się na każdą, dosłownie każdą. Fajnie jeśli ta zjeżdżalnia ma 160cm wysokości. Gorzej jak ma ponad dwa metry, miękną mi nogi w kolanach jak Tinuchę na takiej widzę! Niestety ku memu przerażeniu im wyżej tym lepiej. Postępy poczyniła też Martynka w lądowaniu ze zjeżdżalni, nie trzeba już jej łapać przy wylocie, równowagę trzyma. I oczywiście po każdym zjeździe są okrzyki radości i bicie brawo :)
[film edytowany]

6 komentarzy:

  1. ojoj - ależ pannica wymiata łyżeczką - mistrzostwo!

    OdpowiedzUsuń
  2. hi hi od razu paluszek w ruch ;) ale jak słodko się uśmiecha :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje Martynko, pięknie sobie radzisz!:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie sobie radzi:) Gratulacje:)

    OdpowiedzUsuń