14.06.2013

Dzień z życia Martynki.

Godzina 6.40 na zegarze. Nie śpię już od jakichś 20 minut, w sumie nie wiem czemu. Marcin już w pracy, to leżę sama i delektuję się ciszą. Jeden z niewielu tak cichych momentów w ciągu dnia.
Godzina 6.44 z pokoju obok dochodzą dźwięki gmerania się w łóżeczku. Przeciąga się chyba panna i przerzuca z jednej strony na drugą. Zaraz słychać ciche wołanie: mamo mamo.

Śmieję się do siebie i czekam aż z cichego wołania przejdzie do głośnego wzywania ;) Długo czekać nie muszę. Mamoooo! Mamooo chodź bawić!!! No to idę. Otwieram drzwi i jak zwykle mówię: czeeeść kochanie. Ona jak zwykle odpowiada; cieś mamoo, mamo bawić, Tinka wyjść - w tym momencie wstaje i wyciąga rączki żeby ją wyjąć. Idziemy do salonu obładowane już zabawkami, włączamy BabyTv bo za chwil kilka poleci ulubiona bajka Martynki "Przytulaczki". Dzień jak co dzień, a jednak każdy jakby inny, wyjątkowy. Ścigamy się wózkami, jest 7.20 a mnie się taaaak nie chce, chętnie by się poleżało no ale co zrobić jak Młoda skacze po mnie gdy tylko zalegnę na łóżku i ciągnie mnie za rękę: mama bruuum buzief, goni Tinkę. O 8 śniadanie. Dziś ulubione czekoladowe musli z suszonymi morelami (jest to jedyny sposób na przemycenie suszonych owoców). Młoda je sama, jak zwykle. I jak zwykle cieszę się, że jeszcze jej nie przebrałam z piżamki. Po śniadaniu przebieramy się, idziemy myć ząbki: Tinka sama przynosi sobie do umywalki podstawkę, sama odkręca wodę, sama moczy szczoteczkę i na tyle na ile umie myje ząbki. Nie poprawiam po niej bo nie pozwala. Grunt że wieczorem daje mamie porządnie wyszczotkować ząbki. Ząbki umyte, rączki umyte, a przy tym cała buzia też zmoczona. Mówię: Tinuś wytrzyj się i uczeszemy włoski. Schodzi grzecznie, chwyta pierwszy z brzegu ręcznik, patrzy i mówi: o Tinki. Wyciera łapki w swój ręcznik, bierze kolejny i mówi: taty - i wyciera się w taty ręcznik. Zaczęła chyba łapać że mama ma ręczniki gładkie niebieskie, a tata w smoki, bo się coś nie myli jak mówi który jest czyj ;) Dalej czeszemy włoski i idziemy się bawić. W między czasie milion pytań z serii "a co to ?". Buzia się tej naszej pannie nie zamyka!
Spaceru dzisiaj nie będzie, pogoda paskudna, wichura, chmury czarne i pada deszcz. Tinka patrzy przez okno: deś pada, mama parol daj. Chodzi chwilę po pokoju z rozłożonym parasolem i ma zaciesz. Jak co dzień zresztą.
Godzina 10 drugie śniadanie: jabłuszko i na deser placuszek. A za chwilę jeszcze trzeba zjeść trochę winogrona. Tinka lubi winogrono. Tinka lubi też truskawki, pochwalić muszę. Bo ona dotychczas prócz bananów i jabłek żadnych innych owoców nie chciała. Teraz je, a ja się cieszę z tego niezmiernie.
Godzina 12 obiad numer jeden: pyza w sosie brokułowym z tartą marchewką i pietruszką. Brzmi niezbyt i wygląda mało smacznie, Młoda zjada z apetytem, uwielbia pyzy nieważne z czym są, a matka uwielbia jak są one z warzywami i w tej postaci lądują w żołądeczku Młodej. Pół godziny później 150ml mleka znika w brzuszku i idziemy spać. Matka jak zwykle pierwsza przysypia na tapczanie, obok w łóżeczku Młoda wariuje, skacze, turla się i śpiewa, po jakichś 20 minutach otwieram oko i ona już śpi. Czas na przygotowanie obiadu i zalegnięcie na kanapie z lapkiem.
Godzina 14.30 Martynka informuje że wstała. Pół godziny później tatko wraca z pracy, jemy obiadek: rybki z ziemniakami, miała być i surówka ale się nie chciało do sklepu od rana iść.
Po obiedzie jako że pogoda na plac zabaw wciąż nie dopisuje, jedziemy do babci Marcina. Po drodze zaliczamy "Pati i maksa" nabywając bębenek który już od jakiegoś czasu kupić planowałam. Martynka jak zwykle przy kasie uważnie obserwuje co robi pani. Gdy trzyma już w łapkach bębenek, mówi: pani tik! pani dała Tince - co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że pani skasowała i dała. Wychodzimy, Tinka mówi do widzenia (nonienia). Zaznaczyć muszę jeszcze, że cała droga z domu do sklepu, ze sklepu do babci, przepełniona jest pytaniami "a to?" Po 30 takim pytaniu pytam: Tinka, a co to jest? - pokazując na przejeżdżający autobus za oknem. Tataj! - nie, to nie jest tramwaj, no co to jest? - Tataj nie. Abudu! - tak autobus brawo! A co to jest? (śmieciarka jedzie) - nimniania! I zaciesza dziewczyna :) Bijemy brawo Tince, że tak ładnie rozróżnia pojazdy ;)
U babci bieganiu nie ma końca. Choremu dziadkowi Tinka jak zwykle macha rączką, wstydzi się trochę z początku jak zwykle, prawdopodobnie tego że dziadek wychudzony, od przeszło roku nie wstaje z łóżka. Ale po chwili już podbiega, daje cześć, demonstruje jak pięknie gra na bębenku.
Wracamy do domu. Tinka oddelegowana na dół do dziadków, my w tym czasie ogarniamy zabawkowe pobojowisko, dokańczam też robić drożdżówki truskawkowe na rano. Tinka zjada kolację: ulubione ugotowane jajo. Wypija butlę mleka, kąpie się i do łóżka. Kładę się obok łóżka jak prawie co dzień ostatnio (a już tak dobrze było że nie trzeba było z nią siedzieć), wariuje i gaduli ponad pół godziny. Ale w końcu się kładzie, leży i leży, już myślałam że śpi. Aż nagle Tinka siada, wciąga przez szczebelki misia pluszowego, jak zwykle wita się z misiem: cieś ninio. Kładzie się bacznie mu się przyglądając. Paluszek na oku, na nosku, na uchu. Przytula go mocno do siebie i tak zasypia. Takie to jest słodkie, że napatrzeć się nie mogę. Kochana, cudowna, taka nasza maleńka Martynka..

17 komentarzy:

  1. Wzruszająco napisane :) I ile mówi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny ten Wasz wspólny dzień :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam spędzać z Tinuchą czas :D

      Usuń
  3. Wspaniały wspólnie spędzony czas... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jecie co 2 godziny :) a ja nie mogę ostatnio Maksia namówić, żeby 3 posiłki w ciągu dnia zjadł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Tinka przeważnie mało na raz zjada, dlatego je w miarę często ;)

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się język Marynki. W ciągu dnia też widzę, że nie ma czasu na nudę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie ma nie ma, a czasem tak by się chciało posiedzieć i nic nie robić ;)

      Usuń
  6. widzę, że tak jak ja lubisz se poleżeć w łóżku i delektować się tą ciszą w domu :D P.s. właśnie odkryłam że wasz ostatni komentarz trafił nam do spamu :( pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Tylko że to się wiąże ze wcześniejszym budzeniem się, więc z własnej woli tego nie praktykuję, jedynie jeśli jakimś cudem przypadkiem się obudzę to wtedy ;)

      Usuń
  7. Rozgadana masz core:) U mnie podobnie caly czas gadają:) Muszę od Ciebie wziać sposoby na przemycanie warzyw bo jak na razie to tylko w zupie mi się udaje no i marchewka i kiszony ogorek to hity:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No a u nas zupy to zło ;) I kombinujemy na inne sposoby z przemycaniem

      Usuń
  8. Prawdziwe żywe srebro :) Teraz to już pociecha pełną gębą, bo i nie marudzi tyle co niemowlak, coraz bardziej komunikatywna i samodzielna :)
    A powiedz mi jak przekonać dziecko do mycia ząbków? ;) Kiedy malutka zrozumiała, że trzeba?

    OdpowiedzUsuń