10.08.2013

Rozmowy z Martynką.

Pisałam już wielokrotnie, że Martynka rozgadana jest bardzo, ale muszę napisać to znów kolejny raz gdyż poziom jej rozgadania zaskakuje nas regularnie. Jak bystre, mądre i spostrzegawcze mogą być niespełna dwulatki - dotychczas pojęcia nie miałam. I jak dobrą mają pamięć!

Martynka pamięta, gdzie dobrych kilka dni temu podczas podeszczowego spaceru leżał ślimak któremu z uwagą się przyglądała. I szuka tam ślimaka za każdym razem gdy tamtędy przechodzimy. Pamięta, w którym miejscu wywróciła się kiedyś wracając z placu i za każdym, dosłownie za każdym razem przeżywa że tam właśnie zrobiła bam, mówiąc przy tym jak dla nas zabawnym płaczliwym tonem: Tinka bam tutaj, Tinka pakała.
Odwzorowuje na lalkach lub pluszakach swoje przeżycia. Np podczas kąpieli, bawiąc się laleczką, zrobiła jej z kubka do mycia włosów zjeżdżalnię i żywiołowo mówiła: ziuuuu lala bobiła ziuuuu, dawoo lala dawoo pupel! las lala ziuuu, ubazaj nie padnij, ziuuuu pupel!
Obserwując przez okno jak dziewczynka jeździ rowerem : ginginka bolejem jedzie! ubazaj ginginka pomalutku! pomalutku!

A przed zrobieniem tego zdjęcia:


Gdy posadziła misia przy oknie a sama stanęła w drugiej okna części, tak stała i stała, za chwilę patrzy na misia i wyciąga rączkę przytrzymując go i mówiąc: ubazaj misiu nie padnij! Po czym dobre 10 min patrzyli tak razem w milczeniu na zewnątrz.

A ja... Czasami tak sobie myślę, jak bardzo przydałby mi się chociaż tydzień urlopu, samotnego urlopu gdzieś na bezludnej wyspie najlepiej, z dala od wymyślania obiadów żeby Martynka tylko zjadła (a z tym ostatnio bardzo ciężko. Prawie nic nie je. Choć może to wina zębów, jedna przebita piątka dziś została namierzona), z dala od marudzącego Marcina że znowu coś tam nie poszło jak miało (o na przykład tak jak teraz, no kurcze co mnie to obchodzi że mu system padł), z dala od marudzenia, płaczu, wiszenia na nodze kiedy jestem czymś zajęta, no po prostu błoga cisza i spokój poszukiwane! Ale tak jakoś kiedy wieczorem te małe rączki mnie obejmują wykrzykując KOCHAM CJE! Myślę sobie, że nie umiałabym bez niej już spędzać czasu. Pomimo że nieraz mam ochotę wystawić tego krzykacza i wymuszacza za drzwi i niech tam sobie wali głową o podłogę gdy ja nie widzę (bunt dwulatka gdzieś nam zwinął naszego Aniołeczka i podrzucił Diablątko), to kurna no nie umiem bez niej żyć! Za cholerę nie umiem.

11 komentarzy:

  1. Dokładnie, ja już po godzinie wiałabym z takiej bezludnej wyspy.
    Martynka super rozgadana i z jaką troską opiekuje się misiem. Piękny widok :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Corka wali glowa w podlage? Moja tez? Co robisz? jak sobie z tym radzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martynka uderza główką w podłogę jak ma słynny atak histerii zbuntowanego dwulatka. Nic wtedy nie robimy. Jak się ta to podkładamy jej poduszkę i uderza dalej ;) Ona wtedy nie słucha co się do niej mówi, a jak się ją próbuje przytulić czy coś to jest jeszcze gorzej, przeważnie nie przerywam wtedy tego co robię a jeśli to w trakcie zabawy ta histeria jest to po prostu siadam w pobliżu jej na podłodze, mówię że jak się uspokoi to ma do mnie przyjść i wtedy porozmawiamy o tym [co wywołało histerię i dlaczego tego nie może dostać - bo przeważnie to że coś chce a nie dajemy wywołuje takie histerie że uderza głową]. Na szczęście nie zdarza się to u nas często. No i trzeba ten okres po prostu przeczekać

      Usuń
  3. Ale rozgadana :) Ale to walenie głową w podłogę?? O.o Jezusie nie do pomyślenia u mnie i mam nadzieję, że nie będzie tak... Masakra jakaś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem czy masakra, efekt uboczny prób wymuszania, testowania granic, czy jak to zwał ;) Ja się tym jakoś specjalnie nie przejmuję, naczytałam się jakiś czas temu o buncie dwulatka i właśnie że dużo dzieci tak robi, że się rzuca po podłodze czy uderza głową. Jak wyżej pisałam, gdy tak zaczyna robić to przeważnie podkładamy jej pod głowę poduszkę i w nią uderza ;)

      Usuń
    2. Bunt roczniaka objawił mi się u Podopiecznej bardzo podobnie ;) eh, te dzieciaki ;)


      www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

      Usuń
  4. jak tak zaczęłam czytać, to pierwsze co mi przyszło do głowy, to hmm...bezludna wyspa tak, ale tylko z moim Jagódkiem ;) od reszty też bym chętnie odpoczęła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O co to to nie ja Martyny nie biorę na bezludną wyspę ;)

      Usuń
  5. Też mam nie raz ochotę wyjść z domu jak Magda ma akurat marudniejsze dni. Chyba to normalne. ;) Ale wystarczy jeden uśmiech, jedno przytulenie i buziaczek, i się człowiek zastanawia jak mu takie myśli do głowy mogły przyjść ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. kochana jest :) dzieci są niesamowite! Też mam takie myśli o wyspie bezludnej, myślę, że jednak wytrzymałabym dłużej niż godzinę :) Ale po jednym dniu, już by mi brakowało szkraba, że hej :)

    OdpowiedzUsuń