17.10.2013

Urodzinki Martynki - wspomnień cz.II

Dwa lata temu spędzałam właśnie w szpitalu pierwszą bezsenną noc z Martynką. Szczerze to nie wspominam tego zbyt dobrze. Martynka najpierw spała, ale ja z tych emocji zasnąć nie mogłam więc ją obserwowałam. A kiedy zachciało mi się spać, to ona się obudziła i resztę nocy przejadła na zmianę z płakaniem.
Tu pisałam, jak nas nastraszyli na samym końcu ciąży.
Próbuję sobie teraz przypomnieć czas od wyjścia ze szpitala 13 października, do godzin południowych 16 października. Niestety mam lukę w pamięci. Pamiętam dopiero jak w niedzielę szesnastego po 14 zaczęłam zapisywać częstotliwość twardnień brzucha. I jak cały dzień biłam się z myślami co robić. Jechać czy nie jechać, a jak jechać to kiedy, nic mnie przecież nie boli.. A w głowie cały czas dźwięczały mi słowa położnych że te twardnienia brzucha to skurcze, które pod wieczór pojawiały się już średnio co 3 minuty przyprawiając mnie o białą gorączkę.
Nie będę opisywać szczegółów porodu, nigdy tu o nim nie pisałam i niech tak zostanie.
Napiszę jeszcze tylko, że do szpitala pojechaliśmy tego samego dnia przed północą z twardnieniami wciąż co 3 minuty, tak kontrolnie, bo mnie mama straszyła że urodzę w domu. Że przyjęli mnie na patologię bo nie było wolnej porodówki. Że przespałam na tej patologii resztę nocy. Że rano przetransportowali mnie na porodówkę i że 3/4 porodu nic mnie nie bolało. A o 13.35 przytuliliśmy naszego Martyniaczka.

Przez te dwa lata Martynka urosła 40 cm. Przybrała na wadze około 9 kg. I nie przestaje nas zaskakiwać..

6 komentarzy:

  1. Zazdroszczę tych bezbolesnych skurczy ;P chociaż te początkowe nie są złe, a nawet całkiem OK bym powiedziała (w porównaniu do późniejszych). Ale takie maluchy są warte każdego cierpienia :)))

    Paulina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja źle wspominam te od czasu jak mi oksytocynę podłączyli ;)

      Usuń
  2. Ja pobyt w szpitalu wspominam też niezbyt dobrze, bo nie lubię nocować poza domem, do tego w szpitalu. A jeszcze na dodatek po takim przeżyciu jak narodziny pierwszego dziecka - nie mogłam dojść do siebie przez dłuższy czas. Mój poród tak jak Twój nie był zły. Skurcze dokuczały, od odejścia wód urodziłam po 9h, więc to podobno długo. A rodziłam w nocy, więc trochę nudno było ;)Całe szczęście bez żadnych powikłań, bo wtedy dopiero byłoby źle, a nie jakieś tam skurcze. Mnie położne chwaliły, że tak dobrze znoszę ból,a inne dziewczyny jęczały - no cóż każdy odczuwa to inaczej. Moja Ola była bardzo grzeczna, natomiast obok położyli dziewczynę, której córeczka nie dawała nam spać, taki rozdarciuszek mały się trafił :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi wody nie odeszły, na porodówce przebijali ten pęcherz czy co to tam było ;) A to mi się też trafił taki rozdarciuszek przez pierwsze noce ;) Zaledwie 3h snu i reszta nocy karmienie na zmianę z płaczem. Dopiero w domu się "unormowało"

      Usuń
  3. Ja porody miło wspominam, mimo bólu, to najpiękniejsze chwile życia; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sam poród też w miarę dobrze wspominam, tylko braki snu w tych pierwszych dobach trochę gorzej ;)

      Usuń