02.11.2013

Niejadek ?

Nie lubię szufladkowania. Oj bardzo nie lubię. A ponad wszystko nie lubię, gdy szufladkują mi dziecko.
Bo że mam niejadka, słyszę często. Za często.

A Martynka nie jest niejadkiem. Martynka je to, co lubi i w postaciach jakie akceptuje. I wkurza mnie gadanie przy niej, bo nie zjadła obiadku, bo skubnęła tylko troszkę suchej bułki przez pół dnia (oj ale z ciebie niejadek!).

Zabierając się za pisanie tego tekstu, znalazłam ciekawy artykuł na temat niejadków. Jest w nim takie zdanie:
"„Niejadek” to zwykle dziecko, które nie je tak, jak rodzice i wychowawcy oczekują"
Martynka nie je tak, jak oczekują tego inni. Martynka nie zawsze je też tak, jakbym chciała tego ja. No, nie oszukujmy się - często tak nie je. Ale czy to powód, aby szufladkować ją jako niejadka?
Je to co lubi i tyle ile potrzebuje. Tyle, ile ona sama potrzebuje. Nie lubi nowych potraw/smaków/konsystencji. Bardzo ciężko ją przekonać do spróbowania czegoś nowego. Ale czy to znaczy, że jest niejadkiem?

Otóż nie. A wrzucanie wszystkich dzieci z mniejszym apetytem do jednego worka jest dla nich ogromnie krzywdzące. Niejadek stanie się w końcu niesprawiedliwym usprawiedliwieniem tego mniejszego apetytu. Dziecko uwierzy, że jest niejadkiem i że w związku z tym ma wytłumaczenie przed jedzeniem niektórych/większości (niepotrzebne skreślić) potraw których teoretycznie nie lubi.

Ja zrobiłam błąd. Bo zaczęłam wierzyć, że mam niejadka. Przez prawie rok wierzyłam, że mam niejadka.
Wy nie róbcie tego błędu i nie szufladkujcie swoich dzieci!

Martynka ma dni, że zje odrobinę suchej bułki na śniadanie, makaronowego świderka umoczonego w sosie pomidorowym na obiad, kawałeczek banana na kolację i popije mlekiem.
Ale odkąd nie proszę jej żeby zjadła, nie zabawiam, nie wciskam, nie latam za nią z jedzeniem, nie wymyślam czterech obiadów bo obecnego jeść nie chce, spożywanie posiłków znacznie się poprawiło. Znacznie, nie oznacza że jest tak jakby mi się marzyło. Ale nauczyłam się z tym żyć. Bez przezywania od niejadków. I dopóki waga jest w granicach normy, a siły i chęci do biegania i zabawy Martynce nie brakuje, nie będziemy nic na siłę w tej kwestii zmieniać.

24 komentarze:

  1. o! AMEN! tez nienawidzę tego szufladkowania.. no kurczę blade skoro wszystko jest ok, to znaczy, że Dzieć tyle potrzebuje, i już. jak zgłodnieje, sam zawoła. działa- też sprawdziłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, u nas też sama woła jak w końcu zgłodnieje. Nie zje obiadu to idzie się bawić a obiad czeka na nią w kuchni, nieraz przychodzi za godzinę że głodna, a nieraz za trzy godziny dopiero, ale zjada go w całości i jeszcze często o dokładkę woła. Głupia byłam że tyle czasu się słuchałam "starszyzny" ;)

      Usuń
  2. Masz rację, to jakbyś wyjęła mi z ust to co wszystko sama bym chciała napisać. Bo moja Natalka, nie je tak jak bym chciała. Ale ja sobie zawsze tłumaczę to tym, że jak zgłodnieje przyjdzie sama. Dziecko nigdy nie zrobi sobie krzywdy i na pewno nie będzie się głodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, dziecko krzywdy sobie samo nie wyrządzi i się nie zagłodzi, a dopóki waga nie spada drastycznie w dół to nie ma się czym przejmować :)

      Usuń
  3. Dokładnie :) Trzeba pamiętać, że dziecka nie da się zagłodzić, prędzej czy później samo się upomni :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas jest dokładnie tak samo. Raz zje i konia z kopytami, czasem tylko coś podzióbie.
    Ale dzieci mają tak samo jak my, czasem mają apetyt czasem nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dokładnie jak u nas :) Jednego dnia je za dwóch albo i za trzech, a następnego (jak np dzisiaj) zje odrobinę kaszki na śniadanie, do tego malutkie dyniowe ciasteczko, a później dopiero przed 13 mleko do spania.

      Usuń
  5. Zgadzam się w 100%. Moja Majka też ma okresy, że ma gorszy apetyt. Nie zmuszam jej wtedy, nie wciskam na siłę, nie zabawiam. Wiem, że za chwilę sama przyjdzie i poprosi jak będzie głodna. W końcu jedzenie ma być dla niej przyjemnością a nie przykrym obowiązkiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to!:) Bo później z tego przykrego obowiązku gotów jeszcze powstać jakieś gorsze problemy z jedzeniem.

      Usuń
  6. U mnie jest odwrotnie ale też mi szufladkują dziecko, że jest obżarciuchem z kolei co też mnie drażni.
    Jednego dnia je wszystko, innego nie je prawie wcale ale obżarciuch:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No popatrz a myślałam że jak szufladkują to bardziej na niejadków, a tu się okazuje że w odwrotną stronę też. Czyli z tego wniosek że według społeczeństwa każde dziecko do jakiejś szufladki trafić musi. Ale my się nie damy! Nie zaszufladkujemy już naszych Maluchów ;)

      Usuń
  7. Dzięki za komentarz :-) bardzo ciekawe spostrzeżenia...otworzyłaś mi oczy, gdyż zawsze wierzyłam , że moja Zuza to niejadek! tak też mi mòwiono...masz racje moje dziecko je to czeko potrzebuje i chociaz jej gust kulinarny jest bardzo zaweżony to jest zdrowa i chyba poprostu jej to wystarcza...pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza też ma bardzo zawężony kulinarny gust ;) No ale co zrobimy, nic nie zrobimy z tym.

      Usuń
  8. u nas cały dzień było marudzenie i wymuszanie przekąsek (ale się nie daliśmy), a wieczorem Młody pożarł całą wielką porcję kolacji.. i chciał więcej. Zapraszam do mnie na konkursik:) do wygrania świetne kosmetyki do włosów włoskiej marki Sanotint - w tym naturalne farby do włosów!! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też są wymuszania przekąsek, wielokrotnie Martynka z płaczem rzucała widelcem czy łyżką i biegła do kuchni wołając czekoladę (nie wiem kto ją tego nauczył..), ale się nie dajemy nigdy! ;)

      Usuń
  9. O tak! Mnie takie gadanie też wkurza. Ileż razy ja, która niejadkiem nie jestem, musiałam się od pewnej osoby nasłuchać jak ja źle wyglądam, jak za mało jem, a jak tak można, a nie słodzę, a... Wrry co komu do tego?! Jem tyle ile potrzebuję i nic nikomu do tego. Mam takie same oczekiwania wobec córki, chce to ok, nie to nie będę jej nadskakiwała. Jak zgłodnieje to zje i tyle. A zauważyłaś, że często takie stanowisko o niejadkach, prezentują osoby, które same mają trochę nadprogramowych kg? Bo u mnie w otoczeniu to jakaś plaga i zastanawiam się, czy to nie jest jakieś podświadome prowokowanie do tego, żeby leczyć swoje kompleksy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w tym temacie to babcie wiodą prym ;) To od nich najczęściej słyszę, że niejadek itp.

      Usuń
  10. U nas Natalka też nie jest jakimś pochłaniaczem dań itp, ale jakoś je, no właśnie jakoś... Ale mnie to satysfakcjonuje, bo w porównaniu z tym, co było na początku - ciągłe ulewanie, a raczej chlustanie po każdym posiłku i tu nie tylko chodzi o mleko, czy kaszkę.
    Moja mama uważa, że ZA MAŁO daję jeść dziecku, ale przecież nie będę w nią "wpychać na siłę", bo to jeszcze bardziej zniechęca. Ciągłe pretensje, że ja to bym karmiła 3 razy dziennie i koniec, za nic w świecie nie da sie przemówić do rozumu "starszyźnie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, starszyzna przeważnie wie swoje i nie przyjmuje nic innego do wiadomości. U nas jest tak samo ;) Najlepiej wpuścić jednym uchem i zaraz drugim wypuścić, bez przejmowania się tym

      Usuń
  11. My jemy tylko na parapecie przy oknie z widokiem na warsztat taty, krzycząc piszcząc "zobacz Kubaś, tata autko naprawia" i wtedy góra 10 łyżczek obiadku, kaszki bądź czegoś innego, ale od kilku dni zaczęłam nie namawiać , nie wciskać nie jeść przy oknie, sam zawoła jak będzie chciał.. :) Pozdrawiamy www.kacikkuby.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jadaliśmy przy bajkach przeważnie ;)

      Usuń
  12. No i prawidlowo :-) jak będzie glodna to zje

    OdpowiedzUsuń