20.12.2013

Autobus Hello Kitty - nie kupujcie!

Pisałam tutaj, że jednym z prezentów gwiazdkowych jakie Martynka dostanie będzie autobuso-bar Hello Kitty. O ten:


Pisząc o nim nie miałam go jeszcze fizycznie w domu, był dopiero zamówiony. Miałam dać znać jak się sprawdzi, więc daję.
Zacznijmy od zdjęć:






Widzimy wszystko jak w opisie na stronie sprzedającego: wyjmowane kotki, otwierane drzwi z dwóch stron oraz dach do baru znajdującego się w tylnej części autobusu. Zabawka ma jeździć i grać wesołe melodyjki. Czy to robi nie mam pojęcia, bo nawet jej nie wyjęłam z opakowania jak widać. Szajs, szajs i jeszcze raz szajs. Plastik z jakiego jest wykonana nie przetrwałby upadku z dziecięcych rączek na podłogę. Kotki są tak lekkie, jakby ich nie było. Strach je wyjmować z ich miejsc siedzących co by przypadkiem nie zdusić w ręce.
A oto jak wyglądała zabawka w środku:





Naklejki imitujące wnętrze kuchni przyklejone krzywo, w kilku miejscach jak widać poodklejane. A jeden kotek dotarł do nas pęknięty w środku:


Nie mam pojęcia kto to produkuje. Kupiłam autobus za 47zł z przesyłką - nie jest on absolutnie wart tej ceny. Bez zastanowienia odesłałam go następnego dnia. Jakość i wykonanie tragiczne. Omijajcie szerokim łukiem!

14 komentarzy:

  1. Szkoda, że badziewie się Wam trafiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że jak tyle ludzi to na aukcjach kupuje, to zabawka fajna. Ale jednak badziewie kompletne.. Dobrze że można było oddać.

      Usuń
  2. wykonanie jest poniżej jakichkolwiek norm. Jako, że mają sie tym bawić dzieci towar powinien być solidny. Jak widac niektóre firmy sa nastawione tylko na zysk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Mnie się ten autobusik kojarzy z "kioskowymi" zabawkami lub tymi ze sklepów w stylu "wszystko za 5 złotych", tam są takie badziewka jak to mówimy zabawki jednorazówki, ale sporo tańsze..

      Usuń
  3. znaczy się typowe made in china:/

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh faktycznie jakość wykonania daje dużo do myślenia. Ja też czasami nabieram sie na ilość kupujących, po czym żałuję. Najważniejsze, że dało się zwrócić i odzyskać pieniądze, bo z tym jak wiemy czasami też jest ciężko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie nie powinno z tym być ciężko, kupując przez internet mamy zawsze 10 dni na zwrot bez podania przyczyny :)

      Usuń
    2. Owszem, My niestety spotkaliśmy się ze zwłoką w dokonaniu zwrotu pieniążków, niemiłym dialogiem. W teorii tak jest, w praktyce nie zawsze - albo My mamy pecha ;-)

      Usuń
    3. Ja się tego właśnie obawiałam, że będą problemy jakieś. Pierwszy raz oddawałam zakupiony towar ;) Na szczęście zwrot dostaliśmy dwa dni po przesłaniu zabawki, jeszcze z przeprosinami, więc na sprzedającego złego słowa powiedzieć nie mogę.

      Usuń
  5. Rzeczywiscie szajs, ale wracajac do chinskich zabawek- u nas jest jeden sklep, gdzie maja chinskie zabawki- I KUPUJE JE TAM. naprawde, mozecie sie smiac, ale jesli moj dwulatek rzuca wszystkim co sie da a zabawka i tak działa i sie nie psuje- jest dobra. Wiele zabawek mamy z stmtad- i to za naprawde grosze, klocki ,puzzle itp..a nawet te edukacyjne, po polsku i nic sie z nimi nie stało. A kiedys kupilismy zabawke ze SMIKI..szkoda gadac:/ To samo było z gasiennica gawedziarka z FP..upadła nam niechcacy i rozypała sie w drobny mak..Wiadomo, zabawki nie moga byc ze stali, ale powinny byc bezpieczne.A te chinskie, dobrze dobrane do wieku sa naprawde spoko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mam w tym temacie zupełnie odwrotne doświadczenia ;)) Albo może na szajsowne zabawki po prostu trafiam, bo każda jedna niefirmowa tak zwana kioskowa jak na nie mówię, bo kupowane albo w kioskach albo w sklepach typu "wszystko po 5zł", w końcu się psuje. A zabawki Fisher Price, Vtech, Little Tikes czy inne tego typu, służą nam długo i pomimo tryliona upadków, nadepnięć (np pilot czy telefon FP im to się nagminnie zdarza być zdeptanym) działają rewelacyjnie i gdyby nie lekkie zarysowania można by powiedzieć że to nówki sztuki. Więc ja już nawet wolę kupić zabawkę firmową używaną jeśli coś mnie powali a nie mam funduszy na nią w zanadrzu, niż nowy tańszy odpowiednik bo wiem że nie przetrwa próby czasu ;)) Ale jak mówię, może po prostu trafiam na tą "chińszczyznę" jakąś bardzo mierną.

      Usuń
  6. ale piękny prezent, mogłąby moja Julcia taki dostać ;p
    super hest ten autobus:)
    zazdrościmy i pozdrawiamu oraz zapraszamy:)
    mama-julii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba pani Mama Julii nie przeczytała wcale tekstu, co? ;)) Bo nie ma czego zazdrościć, to badziewie kompletne.

      Usuń