14.01.2014

Martynka.

Martynka ustawia nas pod swoje dyktando. Jak powie, tak jest. No ale jak tu się jej oprzeć??
Gdy rano by się chciało jeszcze z 10 minut poleżeć, a Ona ani myśli to robić, staje przy naszym łóżku odkrywając kołdrę i takim cudnym głosikiem mówi "mamusiu/tatusiu dzień jest, Maltynka nie chce spać, chodźcie bawić ploooszę wstawać".
Na dworze. Po dwóch godzinach aktywnego spacerowania Ona wciąż ma siłę do biegania, my ledwo powłóczymy nogami. "tatusiu biegamy?" Tatuś mówi że nie ma siły bo w pracy był w nocy i nie miał kiedy odpocząć, że przed chwilą biegali. Martynka patrzy maślanymi oczkami. "biegajmy tatusiu mój". Tatuś jeszcze próbuje się wymigać, choć widać już że zmiękł. "otatni laz mój tatusiu pobegajmy". Tatuś biega.
Tatuś trzyma Martynkę pod rączkami i podnosi wysoko, aby mogła popatrzeć że w jego biurze na antresoli jest "kompuntel, suchawki, klawiatula i myszka". Po czwartym razie tatuś nie czuje już rąk i żeber w które Martynka wbija swe stópki. Ale dzielnie znosi ból, kiedy to córuchna szósty, siódmy, ósmy raz z rozbrajającym uśmiechem powie "otatni laz tatusiu pokażesz Tince?"
Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Bo dziennie takich sytuacji jest ze czterdzieści. No, może troszkę mniej. Ale jest dużo. Prawie zawsze i wszystko wychodzi na Martynki. Lecz jeśli jakimś cudem się nie dajemy, gdy na przykład chce w sklepie czekoladowe mleczko z krową a my mówimy nie, to terroryzuje nas. Tupanie nóżkami, płaczliwy ton, a gdy nie skutkuje to uskutecznia nagłe wybuchy płaczu. No tu jak wiadomo już tak łatwo nie ma, bo nie ulegamy nigdy. Zastanawiam się tylko, czy dojdziemy do etapu rzucania się w sklepie na podłogę celem postawienia na swoim?


Martynka, jak na młodocianą kobietkę przystało, uwielbia się malować. Siebie, lalki i każdego kto udostępni kawałek miejsca na ciele. I wcale nie musi to być oko czy inna część twarzowa, bo pomadką i cieniami równie dobrze marze się po szyi czy nadgarstku. Martynka dorobiła się nawet swojego pierwszego zestawu do makijażu:


Martynka uwielbia czekoladę. Nie dziwne, bo ja też uwielbiam czekoladę i nie wyobrażam sobie bez niej żyć! Dlatego średnio raz w tygodniu robimy sobie we trójkę czekoladowe popołudnia. Jemy do oporu ;) Martynka najedzona wcześniej obiadem oraz przeważnie połową czekoladowego mleczka ze słomką, nie zjada tego dużo. Za to bardzo lubi ugryźć i odłożyć, ugryźć i odłożyć.



A Duplo klocki to nadal jej ulubiona zabawka. Mnóstwo czasu nam schodzi na budowaniu.


Martynka pyta Marcina: "tatusiu a ja kim jestem?" Tatuś zdał później relację, że myślał i dumał co jej odpowiedzieć, bo właściwie to nie do końca zrozumiał pytanie, a w podświadomości nawet wyczuł wstęp do rozmowy na temat różnic między dziewczynką a chłopcem i się wystraszył że nie przygotowany na to jest. Odpowiada więc: jesteś dziewczynką. Na co Martynka: "ale tatusiu ja jetem Maltyna Taskiewic!"

18 komentarzy:

  1. hahaha Boska jest :) Duplo rządzi, ale moja córa wysiedzieć nie umie ;)
    I też się przedstawia :P Emilia Mofcik mieszta w Stawinie :P haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to Martynka od jakiegoś czasu więcej się bawi stacjonarnie na podłodze, przez co można choć trochę odsapnąć przy takiej zabawie ;)) hihi dzieciaczki są cudowne :D Tincia na pytanie gdzie mieszka, mówi: w Totaniu ;))

      Usuń
  2. Oj ten tatuś to już kupiony, zaklepany i owinięty wokoło małego Martynkowego paluszka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Już się nie mogę doczekać, kiedy mój synek zacznie mówić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naciesz się chwilami ciszy póki możesz ;)

      Usuń
  4. Ha,ha,słodka :-) ale widzę że to prawdziwa córeczka tatusia :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna dziewczynka!!! Jako powiem do mojej córki, że jest np. księżniczką to obraża się i też odpowiada imieniem i nazwiskiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo u nas też za każdym razem poprawia imieniem i nazwiskiem ;))

      Usuń
  6. Calineczka dałaby się pokroić za czekoladę .:)

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedy moja Joanka będzie takkka duża;)))???

    OdpowiedzUsuń