02.02.2014

Sklepik Martynki

Jako że mam lukę czasową i zamiast tworzyć videorecenzję wózka czekam na Marcina aż skończy pisać i mi pomoże ogarnąć się z kamerą i światłami aby to wszystko miało ręce i nogi, postanowiłam tak na szybko pokazać nasze dzieło. Na fejsbuku pisałam, że zrobiliśmy Martynce sklep. Właściwie to można powiedzieć, że on sam się zrobił. Kupiliśmy w Ikei regał do pokoiku Martynki i gdy Marcin go składał ja patrzyłam w ten pusty karton i pierwsze co mi na myśl przyszło, że piękny będzie z niego sklep. W sam raz do nówki sztuki kasy.


Martynkowy tatuś nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony do tego pomysłu, bo wiedział że wykonanie spadnie na niego. Ale kiedy wszystko ładnie wytłumaczyłam co i jak ma wyglądać, co gdzie wyciąć i jak złożyć, dzielnie zabrał się do pracy. I oto co powstało:




Nawet miejsce na wagę się zrobiło, aczkolwiek trochę krzywo wyszło. Ale ważne że nic nie spada ;)) Sklepik początkowo chciałam pomalować farbą czerwoną. Ale tak mi się nie chciało iść do piwnicy i w tym zimnie machać pędzlem, a Marcin w ogóle nie przejawiał chęci wyręczenia mnie w tym, że następnego dnia zagoniłam Martynkę do kolorowania sklepiku. Martynka robiła pisakami mazy, a ja stworzyłam coś na kształt parkowej ścieżki wśród drzew w blasku słońca. W wyobraźni wyglądał ten zarys rysunku ładniej. Dużo ładniej. Ale ja nie mam talentu plastycznego.




Martynka gdy chce się bawić w sklep, otwiera okienko i woła "zapraszam do sklepu!" Po podejściu kupującego do okienka mówi "w czym mogę pomóc?", szuka produktu którego zażyczy sobie kupujący w przepastnym puchatkowym pudle na akcesoria kuchenno-sklepowo-spożywcze, a gdy znaleźć nie może zagania kupującego do szukania "mama nie ma banana, poszukaj z Tinką" po czym oczywiście odsuwa się i patrzy jak mama nurkuje w pudle w poszukiwaniu bananów. Gdy produkt namierzony, kładzie go na taśmie i z wielką precyzją przesuwa taśmę celem podjechania produktu do kasy. Skanuje, po czym przez mikrofon (lub nie) podaje cenę. Zazwyczaj jest to "trzy złote" albo "dziewięć złotych". Ja przynajmniej zawsze płacę trzy złote, nie ważne co kupuję. Ale tatę oskubała Martynka na dziewięć złotych. A brał tylko jedną truskawkę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz