11.03.2014

Jak to z tymi butami było

Nareszcie wiosna. Choć straszą zimą, my z nadzieją spoglądając w przyszłość pochowałyśmy już grube kurtki i kozaki na rzecz kamizelek, polarów, sukienek i cienkich rajstopek. No, prawie tak to było. Bo Martynka wciąż w kozaczkach pomykała.



Kiedy jednak dziś, spacerując w 15 stopniach zdjęłyśmy wierzchnią bluzową warstwę, z przerażeniem spojrzałam na martynkowe nóżki. Choć obuwie przerobione na niskie było, to jakby nie patrzeć, wciąż zimowe.
Kierunek - sklep z butami.
Wchodzimy. Martynka uradowana faktem, że będzie mieć nowe buciki. Martynka uwielbia buciki.
Namierzamy dział z dziecięcymi. O, jest. Martynka w podskokach znalazła się przy regale i bierze w swe łapeczki każdy but znajdujący się na wysokości jej oczek.
Rzut oka w alejkę pierwszą - za duże.
Alejka druga - też za duże.
Alejka trzecia - za chłopięce.
Alejka czwarta - za różowe.
Alejka piąta i szósta - niemowlęce.
Wracamy do alejki ze zbyt różowymi. Próbuję znaleźć wzrokiem coś nieróżowego. O, są! O, nie. Nie ma Martynki rozmiaru. O, tu kolejne nieróżowe. O, też nie ma rozmiaru.
Zmiana strategii. Szukamy po rozmiarach.
O, dużo ich. Różowe, różowe, oczojebne różowe i biało różowe. Chwila na medytację z biało różowymi w ręce. Bo jakby spojrzeć pod tym kątem, to robią wrażenie bardziej białych niż różowych. A znając życie, jak je odłożę to zaraz mi ktoś sprzątnie jedyny egzemplarz w rozmiarze sprzed nosa. Dobra, trzymam.
O, tu kolejne w rozmiarze. O, nieróżowe! O, czarne. Czarne..? Dobra, trzymam. O, jeszcze jedne! Biało czerwone. O nie, mają tą dziwnie naszytą myszkę Miki. O nie, Martynka ładnie prosząc wyrywa mi je z rąk i biegnie do taty. Idą mierzyć. Marcin, najpierw te czarne! Szybko podaję pudełko. Uff mierzą czarne. O, jakie fajne! Marcin no potwierdź że fajne. Martynka widać nieusatysfakcjonowana. Trzyma w łapkach egzemplarz z Miki i dziwnie spogląda na czarne półbuty na stópkach. Marcin nie potwierdza, stwierdza że musimy przymierzyć jeszcze inne. Martynce uśmiech wraca, podaje tatusiowi adidasowate Miki. Z uśmiechem od ucha do ucha czeka, aż tatuś założy oba i będzie mogła w nich podreptać. No dobra, to przejdź się Martynko i zaraz przymierzymy te trzecie. Martynka pędzi do lustra. O matko! One świecą! Nie, tylko nie to, dyskoteka w bucie?? Marcin, zdejmujemy szybko! Martynka patrzy na buty i podskakuje wesoło raz za razem, z głośnym donośnym śmiechem. Myślę sobie, no to pozamiatane... Martynko, chodź zobacz, mamy tu jeszcze takie fajne buciki, przymierzysz i zobaczysz czy się wygodnie chodzi. "Nie przymierzę, te chciałam! Wychodzimyyy!" Szybko próbuję opracować plan przekonania jej do innych butów. Ale cóż to! Martynka wesoło podskakuje obok tatusia z uśmiechem od ucha do ucha, a tatuś uśmiechając się do niej odkłada pudełka z pozostałymi butami! "Oj Aga daj spokój, przecież to buty na maks kilka miesięcy, niech ma Martynka radochę." "Oj mamusiu daj spokój, mam ladochę!". No to pozamiatane na amen...

Wnioski na przyszłość:
1. Nie zabierać Marcina na zakupy obuwnicze, zbyt łatwo ulega córeczce.
2. Przed przymierzeniem buta Martynce upewnić się, że nie świeci.
3. Wybierać się na zakupy obuwnicze jak tylko nowa kolekcja wejdzie do sklepów, bo potem nie ma rozmiarów!


0 komentarze:

Prześlij komentarz