05.04.2014

Uliczkami po Poznaniu: Ogród jordanowski





Ogród jordanowski. Miejsce znane każdemu z nazwy (o ile w danym mieście jest). Mnie też znane było, ale o co w tym wszystkim chodzi odkryłam dopiero, gdy zaczęliśmy ogród jordanowski odwiedzać.

A o co w tym chodzi?










Teoretycznie jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Ale nie tym razem. Ogrody jordanowskie to darmowe miejsca rozrywki dla dzieci w każdym wieku. Zaczęły powstawać dziesiątki lat temu. Miały sprzyjać rozwojowi fizycznemu, psychicznemu i społecznemu. Kiedyś przychodziły tam dzieci, by się nie nudzić. Dziś przychodzą tu dzieci, by mieć odwyk od komputerów i telewizora. Tak mniemam z obserwacji.

Poznański ogród jordanowski numer 2, do którego od jakiegoś czasu przychodzimy (uściślając: przychodzimy gdy mamy ochotę na przejażdżkę autobusem w jedną stronę i dłuuuuuuuuuugi spacer z powrotem), zaskoczył mnie swoją przestronnością. Wiedziałam że coś takiego jest, ale nie miałam pojęcia że w jego skład wchodzi taki duży teren i że jest tu plac zabaw dla najmłodszych. Z okien samochodu nie widać co jest w oddali za ogrodzeniem. Aż pewnego razu przechodziliśmy obok od strony Przybyszewskiego i Martynka z oddali dojrzała plac zabaw. Weszliśmy więc i od tamtego czasu przychodzimy w miarę regularnie (patrz wyżej).

Plac zabaw dla najmłodszych z karuzelą, piaskownicami, ciuchciami, zjeżdżalnią i najróżniejszymi huśtawkami, plac dla starszych z różnymi drabinko-ściankami do wspinaczki, huśtawkami, karuzelą, drugą jednoosobową łańcuchową karuzelą, zjazdem po linie (? czy jak to nazwać nie wiem, ale jest to genialne i uwielbiamy z Martynką! ;)), boiska, świetlica w której nie byliśmy ale pewnie jak Martynka podrośnie to zaczniemy zaglądać co tam za zajęcia organizują - wszystko to gwarantuje świetną zabawę dla malucha i wypoczynek na ławeczce w promieniach słońca dla rodziców. Chyba że wy z tych rodziców jak my, że z atrakcji na placach zabaw też korzystacie gdy nikt nie widzi ;))














A gdy spacerkiem wracamy z ogrodu jordanowskiego do domu, mijamy po drodze (na Świcie dokładnie) plac zabaw którego położenie Martynka zna na tyle dokładnie, że już z daleka woła że tam za tamtym blokiem skręcamy na plac. No to skręcamy i kolejną dłuższą chwilę na międzyblokowym placu zabaw spędzamy.




Jesteśmy placozabawowymi maniaczkami. I uwielbiamy się huśtać.

0 komentarze:

Prześlij komentarz