29.05.2014

Cała prawda o karmieniu dziecka g...em

Zostałam uświadomiona. Że powinnam nauczyć moje dziecko prawidłowych nawyków żywieniowych. Że powinnam czytać składy produktów, że karmię dziecko świństwami bo raz kiedyś zjada kinder jajo. Że moje dziecko będzie otyłe. I że nie je obiadów, bo jak ma je jeść skoro się najada słodyczami?

Tak więc, drogie anonimy uspokajam was!

Moja córka wsuwa obiady aż jej się uszy trzęsą! Uwielbia szpinak, marchewki, pomidory, indyka, jajka, różnorakie sery. A na przekąski zjada winogrono. Albo pestki słonecznika.
No sorry, nie zwariowałam do tego stopnia, żeby od rana do wieczora karmić dziecko słodkim. A to, że raz kiedyś ponarzekałam w gorszym czasie że nie chce jeść nic oprócz suchej bułki czy ziemniaka, nie znaczy że ma to od słodyczy, bo jak nie je z własnego wyboru nic, to znaczy dosłownie NIC. Nie oznacza to absolutnie, że je na śniadanie ciastko z galaretką i zapija colą.


Lecz na co dzień, oczywiście pożeramy z chęcią SŁODYCZE. Upieczone wspólnie pełnoziarniste muffinki z borówkami, własnoręcznie przyrządzone owsiane ciasteczka, porzeczkowy placuszek, jabłecznik jeszcze gorący, ciasto z rabarbarem hit tego sezonu, ale najfajniej, bo bardzo niecierpliwie czeka się całą dobę na zrobione po domowemu lody. I później ze smakiem zajada.

Nie oznacza to jednak, że Martynka nie je nic słodkiego kupionego. Bo je, bo gdybym jej nie dawała byłabym hipokrytką. A poza tym nie chcę, żeby moje dziecko za 2, 4 czy 6 lat, chowało się przede mną po kątach i pożerało ogromne ilości czekolady. Bo jak wiadomo, zakazany owoc smakuje najlepiej. U nas nie ma zakazanych owoców. Są kinder jajka i kinder schokobonsy, zjadane RAZ KIEDYŚ a nie od rana do wieczora. Kiedy Martynka ma ochotę po obiedzie zjeść - nie odmawiam jej.
I spokojnie, otyłość Martynce nie grozi. Odziedziczyła dobrą przemianę materii po rodzicach (wierzę w to :D). Dopóki nasz długi chudzielec jest w wagowej normie na siatkach centylowych (i myje ząbki po jedzeniu), będzie jadła słodycze.

Ps. Wiecie, co mnie przeraża? Widok dwuletniego dziecka z lizakiem w ustach. Mam wrażenie, że a) zaraz z tym lizakiem upadnie i wbije go sobie gdzieś do gardła; b) jego ząbki są właśnie nieprzerwanie od 30 minut przemiło otulane cukrem i zżerane przez bakterie. Ale czy to znaczy, że mam matce tego dziecka prawić morały na temat lizaków? To tylko moje zdanie, a dziecko nie moje więc co się komuś będę do życia wpieprzać i go bez sensu uświadamiać? Skoro i tak będzie robić to, co chce.

Także ten, dziękuję za uświadomienie mnie jakim złem są słodycze, a teraz proszę się baczniej przyjrzeć swojemu dziecku, czy właśnie gdzieś w kącie pokoju nie zjada w tajemnicy przed mamą całej paczki krówek. Radziłabym kontrolować je bardziej po powrocie ze szkoły, obwąchać czy czasem rówieśnicy nie częstowali dziecka czekoladkami.
Mojej córce, na szczęście to nie grozi.

Ps. Ozłocę tego, kto nauczy moje dziecko picia soków! Tak bardzo chcę aby piła soczki, wyciskałabym jej codziennie rano pyszne, zdrowe, pożywne.. No ile można na tej wodzie być, ile ja się pytam?

0 komentarze:

Prześlij komentarz