05.05.2014

Idziemy do zoo!

Już za chwileczkę, już jutro, nastanie ten długo wyczekiwany przez Martynkę dzień - idziemy do zoo. Dotychczas jedyne zoo jakie odwiedzaliśmy kilkukrotnie, to stary ogród zoologiczny w Poznaniu. Teraz idziemy do nowego - wielkiego, wypasionego! ;))
A dziś pokażę wam, jak umilałyśmy sobie oczekiwanie na ten dzień.
Zapraszamy na wycieczkę po naszym prywatnym zoo:


Pojazdy gotowe? Zoo jest przecież ogromne, nóżki od dreptania się zmęczą więc pojazd podróżniczy obowiązkowy. Nasz jest gotowy - lis Rabuś się dosiadł i zwiedza z nami.

Pierwszy przystanek - podwodny świat. Zobaczymy tutaj wiele różnych odmian ryb, żab i kaczek, a nawet krokodyla. I kraba. I ośmiornicę, oraz delfina giganta.


Tuż przy podwodnym świecie, znajduje się wybieg dla zwierząt hodowlano-łagodnych. Możemy pogłaskać owcę, spróbować dogonić króliczka, nakarmić zebrę i surykatkę. Jest też wielbłąd.


Następny przystanek przy klatce z dinozaurami. Niebezpieczna to klatka, więc szybki rzut oka z daleka i jedziemy dalej.


Dojeżdżamy do wybiegu dla kotowatych. Zostały na nim same lwy, bo początkowo był jeszcze lis. Lis jednak zamienił się miejscami z Puchatkiem, który towarzyszył Martynce od początku podróży, a przy lwach miał obowiązkową wysiadkę. Biedny miś o małym rozumku został więc podziwiać ryczące grzywacze zamiast zwiedzać dalej.


Kolejna stacja - klatka z małpami. Głośno tu bardzo, ale Martynce to nie przeszkadza i zarządziła małą przerwę.


Między klatką z małpami, a słoniarnią odbyła się więc przerwa na mleko. Nie ma co, idealny wybór na odpoczynek - hałaśliwe małpy i słonie o specyficznym mało miłym zapachu ;))


Tuż przy słoniarni znajduje się klatka z papugami, które dodatkowo umilają nam wypoczynek skrzecząc ile sił w ptasich dzióbkach.


Siły zregenerowane, można kontynuować zwiedzanie: zatrzymujemy się na moment przy wybiegu dla żyraf i kontemplujemy nad ich długiiiiiimi szyjami.


Jedziemy dalej, do lemurów. Niestety, rodzinka lemurów prawdopodobnie schowała się w swoich norkach, bo na drzewie siedział tylko jeden. Ale miał oczy!


I ostatni punkt naszej wycieczki po zoo - niedźwiedziarnia. W naszej stacjonują prawie same niedźwiedzie polarne. I jeden koala jakimś cudem się tam znalazł. Dobrze że go nie pożarły!


A całej podróży towarzyszyło wesołe podśpiewywanie piosenki "Idziemy do zoo".
Powiem wam, że bawiłyśmy się przy tym rewelacyjnie! Nie wiem, dlaczego wcześniej nie organizowałyśmy sobie takich domowych wypraw. Tyle można się dowiedzieć przy tym o zwierzątkach, o ich zwyczajach poopowiadać maluchowi, my na pewno będziemy nieraz jeszcze się w ten sposób bawić i wspominać przy tym jutrzejszy spacer do prawdziwego zoo! :))

0 komentarze:

Prześlij komentarz