15.06.2014

Plasterek dobry na wszystko

Wieczorne przebieranie w piżamkę, dziś przebiegało w wyjątkowo ruchliwej atmosferze. Martynka za nic nie chciała się ubrać, wymachiwała kończynkami we wszystkich kierunkach i rzucała się po kanapie jak rybka wyjęta z wody. A wszystko w towarzystwie gromkiego śmiechu.
5 minut.
10 minut.
Zaczynam się irytować.

15 minut.
Powieka mi nerwowo drga, ale siedzę i cierpliwie czekam aż się zechce ubrać.
Tymczasem Martynka wzięła zamaszysty rozmach i przywaliła mi solidnie ręką w brzuch. Ledwo się powstrzymuję żeby nie krzyknąć. Martynka zastyga w bezruchu i patrzy. Pytam, dlaczego mnie uderzyła. Zamiast odpowiedzi został mi przyklejony na brzuch niewidzialny plasterek. A Martynka z szerokim uśmiechem mówi "masz tu plasterkę, już nie boli, uśmiechnij się i powiedz czy dobrze czujesz?"
No jak tu się złościć?


0 komentarze:

Prześlij komentarz