12.07.2014

Babaryba przywołuje wspomnienia.

Klasyka. Tak można te książki nazwać. Bo chyba nie ma osoby, która nie pamiętałaby ich sprzed lat?


"Gałgankowy Skarb", czyli historia Kasi która zgubiła gdzieś swojego szmacianego murzynka i nikt nie może go znaleźć. Ale tak na prawdę to chyba nie muszę wam pisać o czym ta książka jest, prawda? Nic się w niej nie zmieniło, zupełnie nic! Wygląda identycznie jak wydanie sprzed 30 lat. Niesamowicie magiczna pozycja w domowej biblioteczce.





"Smok ze smoczej jamy" zapewne też jest wam dobrze znany. To opowieść o dzielnym szewczyku, który pozbył się smoka i dostał w zamian rękę księżniczki.


Książeczka została wzbogacona o tekst w języku angielskim. Dla mnie - rewelacja. Jak wiecie z videorecenzji, Martynka jest już oswajana z tym językiem. Ma swoje ulubione telewizyjne angielskie bajki, z których pojedyncze słówka przyswaja w błyskawicznym tempie. Dlatego wszelkie książki tego typu są u nas ogromnie mile widziane.





I jeszcze jedna książka od wydawnictwa Babaryba. Nie ma jej w videorecenzji, gdyż nie jest ona raczej dla kilkulatków, tylko dla starszych dzieci. A że tematyka kanału obejmuje kilkulatki, napiszę o niej kilka słów tylko tu.
"Porwanie w Tiutiurlistanie" też znacie. Założę się, że znacie. Obecnie jest to jedna z lektur w szkole podstawowej, czy kiedyś nią też była? Nie pamiętam. Może wy wiecie? Pamiętam natomiast, że czytałam ją lata temu.


To książka, która lada moment będzie obchodzić swoje 70 urodziny!





Jestem pewna, że za kilka lat będziemy ją z Martynką wspólnie czytać.

Dziękujemy wydawnictwu Babaryba za te cudowności!

0 komentarze:

Prześlij komentarz