26.07.2014

Mój mały przedszkolak. Jak to przetrwać, no jak?

Przeraża mnie tempo, w jakim upływa czas. Bardzo przeraża. Przecież dopiero co na wakacjach byliśmy. Dopiero co na zajęciach adaptacyjnych w przedszkolu. A tu już prawie sierpień. Zakupy przedszkolne trzeba robić. Na trzecie urodziny się szykować.
A ja tak bardzo tego nie chcę.


Nie chcę, żeby Martynka tak szybko dorastała. Chciałabym zostać z nią jeszcze w domu. Podziwiać kolorowe jesienne liście przez okno. Zbierać kasztany w drodze do piekarni. Jeść przed chwilą kupione chrupiące bułki na ławce na placu zabaw. Budzić się i niespiesznie szykować śniadanie. Leżeć w łóżku oglądając bajkę, turlając się, śmiejąc. Mam wrażenie, że to przedszkole coś nam zabiera.
Coś mi zabiera.

Ją mi zabiera.
Wiem, że to głupie. Ale nie umiem się pogodzić z tym, że ma tam iść. Beze mnie, na tyle godzin.
Czuję że coś bezpowrotnie się kończy. Pewien etap naszego życia właśnie bezpowrotnie przemija. Ostatnie chwile, kilkanaście dni i mój mały ludek pójdzie w świat samodzielnie. Nie wiem jak ja to przeżyję.
Wiem, że będzie jej tam dobrze. Że będzie szczęśliwa, bo uwielbia przebywać z dziećmi. Wierzę, że poradzi sobie z rozłąką. Wiem, że dużo gorzej przeżyję to ja.


0 komentarze:

Prześlij komentarz