30.08.2014

Coś się kończy...

Czas pędzi nieubłaganie. Dzień za dniem umieszcza w albumie Przeszłość. Bez pytania, zabiera nam każdą chwilę. Taką cenną. Bezcenną.


Dopiero co tuliłam Cię w ramionach, taką malutką, bezbronną, zależną ode mnie. Pamiętam każdą minutę tamtej nocy, tamtego poranka i tą chwilę, kiedy przyszłaś na świat. Tak długo wyczekana. Taka nasza. Cudowna. Kochana.


Pamiętam jak wróciłyśmy do domu. Jak spałaś obok mnie, taka pachnąca, taka cieplutka. Moja. Malutka, choć z każdym dniem inna.
Rosłaś.


Tak bardzo Cię kochałam i tak okropnie się o Ciebie bałam. Żeby nic Ci się nigdy nie stało. Żebyś była zdrowa.


Skrupulatnie zapisywałam Twoje pierwsze słowa. Cieszyłam się z pierwszych kroczków. Ocierałam łezki po upadkach i pomagałam wstać.


Byłam przy Tobie zawsze. W prawie każdej chwili.



Wiedziałam, że tak nie będzie zawsze. Ale myśli te odsuwałam w najdalsze zakamarki. Nie chciałam tego. I wiedz, że długo biłam się z myślami, czy powinnam Ciebie zapisać do przedszkola. Wiedz, że w głębi duszy modliłam się, żebyś się nie dostała. I wiedz, że z oczu płynęły mi łzy kiedy wchodząc na stronę przedszkola zobaczyłam, że Cię przyjęli. I nie były to łzy szczęścia.
Ale przecież taka jest kolej rzeczy. Po prawie trzech latach bycia z Tobą, przyszedł czas na nowy etap. Na jeden z najważniejszych etapów Twojego życia. Nie boję się, że sobie nie poradzisz. Przeraża mnie myśl, że kolejne trzy lata zlecą równie szybko. Że ani się obejrzymy, a pójdziesz do szkoły. Że z mojej małej przylepki tak szybko zrobi się młoda kobietka.
Nie chcę cofać czasu. Chciałabym tylko, żeby spowolnił swój bieg.



0 komentarze:

Prześlij komentarz