26.09.2014

Pan kotek był chory...

Dzielną mam córkę. Oj zdecydowanie bardzo dzielną. Pomimo swoich trzech latek, tak dokładnie wszystko rozumie. Pomimo że potrafi pokazać różki i się przeciwstawić, bez mrugnięcia oczkiem robi to co wie, że musi. Dla swojego dobra.


A te oczka widzieliście już dziś na facebooku, moje dzielne małe oczka, takie piękne, najcudowniejsze na świecie.
Przedszkole zaczęło nam się bardzo chorobowo. Najpierw Martynki przeziębienie, temperatura, kilka dni w domu. Później katar. Kolejno u mnie angina, a u niej o krok od zapalenia oskrzeli. Ja prawie mdleję na ulicy z osłabienia, ona ma temperaturę wysoką i nie do zbicia. Szybko antybiotyk, dla mnie i dla niej. I masa innych medykamentów: probiotyki, syropy na gorączkę brane na zmianę, syrop na kaszel, witamina C. I jeszcze codzienna dawka tranu. Ja mam tabletki, paskudne w smaku ale szybko je połykam, popijam i zapominam. Ona ma syropy. Wszystko w syropie. Niedobre, mdłe, ohydne. O ile te truskawkowe na gorączkę jeszcze ujdą, tak jej antybiotyk powodował u mnie odruch wymiotny. A ona go bierze. Dwa razy dziennie, za każdym razem krzywiąc buźkę przy połykaniu, popijając czystą wodą co smaku prawie nie zabija, otrząsając się z głośnym bleee. I ten tran. Paskudny, rybi posmak. A ja tylko oblizałam kiedyś łyżeczkę. A ona go bierze, codziennie i popija czystą wodą co smaku nie zabija.
Pani farmaceutka w aptece, kiedy to jakoś tak temat syropów wyniknął przy kupowaniu kolejnej porcji buteleczki z ibuprofenem, nie mogła się nadziwić że trzylatka tak ładnie potrafi syropy jeść. Nasza pani doktor też nie dowierzała że ten antybiotyk tak łatwo, tak bez sprzeciwów i bez plucia bierze. I ja nie mogę wyjść z podziwu. Przecież dla niej soki są bleee. Herbatki są bleee. Wszystko co płynne i ma smak jest bleee. I nie weźmie do buźki ani łyczka soku, ani herbaty na łyżeczce. A tutaj, te syropy wszystkie, tak ładnie zjada, bez mrugnięcia oczkiem. A ja tylko raz jej powiedziałam, że to jest po to aby wyzdrowiała. I ona jakimś cudem zupełnie nie protestuje.
A siebie nazywa bohaterem. Nie wiem skąd to usłyszała, czy ktoś jej powiedział. Prawie za każdym razem jak połknie syrop mówi, że jest takim wielkim bohaterem.
I mój bohater zostaje jeszcze ze mną tydzień w domu. Pomimo że oskrzela już czyste, kaszel coraz mniejszy, a kataru brak - pani doktor zaleciła w miarę możliwości zostać przyszły tydzień w domu, żeby się zregenerować po antybiotyku. Więc zostajemy.
I odliczamy dni do urodzin. Zrobiłyśmy kalendarz i skreślamy dni. A ja coraz intensywniej planuję przyjęcie urodzinowe. Prezenty, tort, strój bohatera wieczoru. Będzie najidealniej jak się da.

0 komentarze:

Prześlij komentarz