05.09.2014

Podsumowanie pierwszego tygodnia w przedszkolu.

Zaczęłam pisać pamiętnik. Taki zwykły, w zeszycie, dla Martynki. Może nie tyle pamiętnik, co wspomnienia z okresu przedszkolnego. Być może kiedyś będzie tak samo przeżywającą to wszystko mamuśką jak ja, przeczyta więc sobie że ja o nią też się przeogromnie bałam, martwiłam, że przeżywałam to wszystko okrutnie.




I minął nareszcie ten pierwszy przedszkolny tydzień. Przepełniony łzami - moimi i Martyny. Prośbami, aby jej tam nie zostawiać. Bitwami z myślami, bo nie chcę jej zostawiać samej, na tyle godzin. Serce mi pęka gdy słyszę, że w ciągu dnia płakała że chce do mamy. I jak Ona mówi, że było jej smutno bo mnie wołała a mnie nie było i tak bardzo czekała na mnie. I najbardziej serce mi pęka, gdy słyszę po stokroć w ciągu dnia: dziękuję mamusiu że do mnie wróciłaś. Nie chcę, tak bardzo nie chcę robić niczego wbrew jej woli. Ale zarazem wiem, że to przedszkole jest najlepsze dla niej, dla jej rozwoju.
A w głębi serca dziękuję, że rano nie płacze. Że nie protestuje gdy się żegnamy i Ona zostaje w sali a ja wychodzę. Bo wiem, że nie zostawiłabym jej tam płaczącej. Z miejsca wróciłaby ze mną do domu.

Zmienia się przez tą sytuację. Widzę, że stała się niespokojna. Ciągle chce mnie mieć w zasięgu wzroku. Popłakuje wieczorami. W nocy się przebudza z płaczem i ciężko Ją uspokoić. Bardzo ciężko. Momentami mówi bardzo niewyraźnie. Czego nigdy dotąd nie robiła. Poproszona aby mówiła wyraźnie, powie normalnie ale za chwilę znowu coś wymamrocze niezrozumiale.
Zafundowaliśmy jej ogromny stres.
A ja się ciągle zastanawiam, czy nie lepiej było poczekać jeszcze rok z tym przedszkolem.

Dziś została w domu. Obudziła się zasmarkana, zapsikana i zakaszlana. Wczoraj poszła spać z lekką temperaturą. Wiecie, tak bardzo się ucieszyłam kładąc ją wczoraj spać, bo wiedziałam że dziś spędzimy razem cały dzień.

0 komentarze:

Prześlij komentarz