16.09.2014

Ty pytasz jak było w przedszkolu, a ja mam ochotę zabić.

Dwa tygodnie przedszkola za nami. W teorii dwa. W praktyce sześć dni pobytu łącznie z obecnym, rozpoczętym trzecim tygodniem. Sześć niełatwych dla Martynki dni. Pełnych stresu i tęsknoty. Musi się dostosować do nowych warunków, nauczyć nowych reguł i zasad panujących w nowej grupie społecznej której częścią się stała. Jest dzielna. Chce tam chodzić, chce bawić się z dziećmi, ale wolałaby być tam ze mną. Nie płacze przy rozstaniu, ale z relacji przedszkolnych cioć wiem, że czasem trochę płacze w ciągu dnia. W jej życiu wydarzyła się największa jak dotychczas rewolucja.


W końcu wraca, po 6 godzinach spędzonych w przedszkolu jak na skrzydłach frunie ze mną do domu. Nie opowiada jak było, nie mówi czy i co zjadła, a ja nie pytam jej o nic. Wiem, że to dla niej stres. I jeżeli nie rozpoczyna tematu, to ja go nie podejmuję. Rozmawiamy o tym, co będziemy robić, co zjemy na deser i jaką bajkę dziś obejrzymy.

I wtedy spotykamy kogoś znajomego. Babcię/ciocię/sąsiadkę/koleżankę/sprzedawczynię w sklepie/itd. Od słowa do słowa. W końcu pada to magiczne pytanie skierowane do Martynki:

A jak było w przedszkolu?

Martynka nie odpowiada. Bo niby co ma odpowiedzieć? Że nie podobało jej się, bo mama nie może z nią być? Że nie zjadła zupy, bo nie lubi? Że nie chciała leżakować, ale jak już się położyła i wypłakała że mama nie może przytulić to zasnęła?
Od dwóch tygodni niezmiennie zastanawia mnie sens tego pytania. Jakiej odpowiedzi oczekujesz, zadając je trzylatkowi? Że powie że było fajnie? Nie, nie było fajnie. Pomimo że się dobrze bawiła, że chętnie zjadła śniadanie, że biegała z nowymi koleżankami w przedszkolnym ogródku, ostatecznie dla niej nie było fajnie. Bo nie było mamy. I tylko tą stronę pobytu w przedszkolu Martynka póki co widzi.
I mam ochotę to wszystko powiedzieć wtedy tobie. Ale nie mogę przy niej. Głaszczę więc ją po główce i z przyklejonym uśmiechem mówię, że no przecież że było fajnie.
To co że był i nadal jest stres, ogromny stres, bywają łzy, jest tęsknota i smutek, jest też pewnie strach czy mama wróci - a na pewno na początku był. Ale jest fajnie, prawda? Czy teraz też tak myślisz?

Więc gdy następnym razem przyjdzie ci na myśl zadać to pytanie maluchowi, który jest na etapie przedszkolnej adaptacji - ugryź się w język. I lepiej nie mów nic.


Ps. Nie bierzcie tego zbyt do siebie - ci co już Martynkę pytaliście. Wiem, że to takie naturalne to pytanie przecież :) Ale na przyszłość zapamiętajcie, aby nie zadawać jej takich pytań, bo ona zwyczajnie nie potrafi na nie odpowiedzieć. Chcesz wiedzieć jak było w przedszkolu - zapytaj mnie. Udzielę ci dokładniejszej odpowiedzi niż mój mały, zestresowany, przerażony nową sytuacją przedszkolak.

0 komentarze:

Prześlij komentarz