27.11.2014

Bunt trzylatka, czyli kto mi podmienił dziecko?

Siedzimy sobie Martynka i ja. Obieramy mandarynki. Martynka jak zwykle, układa z nich różne obrazy. Układa i układa, a ja obieram i jem. Nagle zepchnęła kawałek mandarynki z talerza, podobno przypadkiem a ja myślałam że mi go daje. Zjadłam, a moje uszy ogłuszył przeraźliwy pisk, przerywany okrzykami że mam jej oddać tą mandarynkę. Pisk, który przerodził się w krzyk. Okrutnie głośny, nieustający krzyk.



Szykuję pizzę na kolację, a Martynka z tatą jak zawsze w tym czasie, szykują piknik. U nas pizze jada się tylko na pikniku - czytaj: na kocu rozłożonym na środku pokoju, w towarzystwie maskotek. Rozkładają koc. Tata chciał coś poprawić, nawet nie wiem co. Martynka zaczęła wrzeszczeć, że ma nie psuć. Wrzeszczeć, piszczeć, krzyczeć.

Właśnie w ten sposób zaczęła reagować, gdy coś idzie nie po jej myśli. Nie zawsze, ale od kilku dni praktycznie codziennie chociaż jeden taki incydent jest. Wrzeszczy, krzyczy i piszczy, po czym idzie do swojego pokoju i zamyka się w nim. I wrzeszczy i krzyczy i piszczy zza ściany. Nie pozwala się dotknąć, wymachuje przy tym nóżkami, więc profilaktycznie aby nie być skopanym, nie zbliżamy się do niej. Teraz już w ogóle nie wchodzimy wtedy do jej pokoju. I po chwili się uspokaja. Przychodzi i spokojnie już mówi, co jej nie pasowało. Oczywiście, do następnego razu.

Kiedy kończy się bunt trzylatka?
Tylko nie mówcie, że jak się przemieni w bunt czterolatka.

0 komentarze:

Prześlij komentarz