13.11.2014

Świąteczne Odliczanie #3 - Pieczemy pierniki!

Kocham pierniki. Nie wyobrażam sobie bez nich świąt. Już teraz zajadam się kupnymi w czekoladzie - ale najlepsze rzecz jasna, są takie upieczone własnoręcznie! Co roku piekę. Już w zeszłym pomagała mi w tym Martynka, co prawda bardziej ją bawiło uklepywanie ciasta i wbijanie w nie wszystkich foremek - no, ale pomagała i to się liczy. Za to dzisiaj, moja mała, duża pomocnica, wszystko robiła sama. Prawie wszystko. A zaczęłyśmy, jak to zwykle bywa od przygotowania ciasta.


Martynka zajęła się swoją ulubioną czynnością, czyli włączaniem kuchennej wagi. Najpierw mąka, później cukier i miód - wszystko to trzeba było dokładnie zważyć. Później soda, jajko i przyprawa do piernika - tu już niestety bez ważenia, ale za to z ogromnym zapałem pomogła mi mieszać łyżką. I ugniatać ciasto też, jak widać na zdjęciu powyżej - a raczej poklepywać je.

Aby wycinanie było wygodniejsze, przeniosłyśmy się na ławę. Martynka cudnie rozwałkowała kawałek ciasta, na prawie idealny placek.



W końcu nadszedł najfajniejszy etap - wycinanie pierniczków!




Martynka wycięła całe dwie blachy, po czym wytarła rączki i stwierdziła, że ona się musi pobawić. Reszta należała więc do mnie.



A kiedy piekła się pierwsza partia, Martynka niecierpliwie przebierała nóżkami niedaleko piekarnika. "mmm jak pachnie" "ale pyszne pierniczki" "ale zjemy je zaraz?" - słyszałam w kółko. Ledwo ostygły, a już porwała trzy sztuki.



Wyszło nam ich jakieś 120 sztuk, jednak trzeba odjąć około 10 zjedzonych przez nas od razu. Nie widziałam dokładnie ile tam podjadała ;)) Pierniczki zostały już zabezpieczone w pudłach i oczekują na grudzień. Wtedy to będziemy je przyozdabiać.

A Wy pieczecie pierniczki na Święta?

0 komentarze:

Prześlij komentarz