02.12.2014

Nasza rozpieszczona księżniczka

Zapomnijcie o tamtym wpisie. Nie dotyczył on 99,9% z Was moi kochani. Napisany pod wpływem emocji, nie do końca zabrzmiał tak jak powinien.
Jednak chciałam się odnieść do jednej kwestii, która została w związku z tamtym poruszona: że Martynka przez to co robimy, jest rozpieszczona. Otóż potwierdzam - tak, rozpieszczamy ją!


Jednak na wstępie zaznaczę, że nie jest rozpieszczona według definicji tego słowa. Nie jest nieszczęśliwa, nie ma zaburzonego poczucia bezpieczeństwa i nie domaga się płaczem i krzykiem gdy czegoś chce. Ale pisałam tu o buncie, jaki w Martynkę ostatnio wstąpił, a wczoraj o tych zabawkach - no to się zaczęło. Ja nie widzę kompletnie związku - tym bardziej, że tych zabawek Martynka jeszcze nie dostała, więc jak to ma być powiązane? Zaznaczę jeszcze, że Martynka nie dostaje raczej zabawek bez okazji. Kiedy chodzimy razem do sklepów zabawkowych bawi się wszystkim co na półkach stoi, mówi co by chciała, czym by się w domu pobawiła, ale bez słowa sprzeciwu ze sklepu wychodzi. Nie rzuca się na podłogę z krzykiem, żeby coś jej kupić.
Rozpieszczamy ją, bo spełniamy jej drobne zachcianki - kupujemy ulubione mleczka z krową czy kinder jajo które z radością rozpakowuje po zjedzonym obiedzie. Ale kiedy mówię, że wchodzimy do sklepu tylko w konkretnym celu i nie kupujemy teraz żadnych łakoci, nie sprzeciwia się. Jest mądrą dziewczynką i wszystko potrafi zrozumieć. A że czasem krzykiem wyrazi swoją złość, bo ktoś jej zjadł kawałek mandarynki z mandarynkowej układanki? Albo nie potrafi czegoś zrobić tak, jakby tego chciała bo jest na to jeszcze za mała? Jak ma wyrażać złość trzyletnie dziecko? Robi to tak, jak potrafi. Rozmawiamy z nią, bardzo dużo rozmawiamy i już teraz widzę, że przynosi to efekt. Zdarza się już, że nie krzyczy tylko tupie nóżkami i mówi, że się złości. Nie płacze, tylko mówi o co chodzi.
Ale tak - jest rozpieszczana. Bo tatuś nie odmawia jej noszenia na spacerach, bo czasem zrobimy wyjątek i zamiast drugiego śniadania zje słodkiego rogala, bo kiedy jesteśmy w centrum handlowym zalicza co najmniej trzy gry w cymbergaja i na dokładkę przejażdżki za 2zł. To jest dla mnie rozpieszczanie. A Martynka mimo to wie, że kiedy na coś mówimy jej nie - to znaczy, że nie ma pod tym względem dyskusji. I nie podważa naszego nie. No, może czasem robi w sklepie słodkie minki do tatusia i z przeciągłym "ploooooosee" podejmuje ostatnie próby włożenia do koszyka chodzącej pandy. Ale kiedy tatuś z uśmiechem bierze na ręce i tłumaczy do uszka, dlaczego panda nie zamieszka u nas, Martynka po wysłuchaniu odpowiada "no dobla" i idziemy dalej robiąc pandzie papa.

0 komentarze:

Prześlij komentarz