24.01.2015

Martynkologi dzisiejsze


Myjemy rano ząbki. Jak zwykle, zakręcam tubkę z Martynki pastą i odstawiam do jej kubeczka.
No dobra, powinna stać obok niego, ale jakoś tak odruchowo wsadziłam do środka.

Martynka patrzy na mnie wzrokiem takim, jakbym popełniła straszny czyn i wręcz krzyczy:
- Nie tutaj kobieto!
Po czym wyjmuje pastę z kubka, odstawia ją obok i kontynuuje mycie ząbków.

- - -

Wieczór. Martynka już wykąpana i po kolacji, chce iść jeszcze do dziadków. Mówię, że w pokoju ma buty. Czekam na korytarzu celem zaprowadzenia jej i słyszę, jak prowadzi monolog (z włączoną nocną lampką i kubeczkiem z wodą):
- Nie lampo, nie idę jeszcze spać. Zakładam buciki i idę do babci i dziadka. Nie wołaj mnie do spania. Piciu ma rację, jeszcze nie jest taka późna noc. Co mówisz piciu? Że mieszkamy na [i tu pada nazwa ulicy obok nas]? Nie masz racji piciu, nasz dom jest na ulicy [i tu sylabizując wypowiada nazwę naszej ulicy]. Ja już muszę lecieć, niedługo wrócę lampo. Poczekaj z piciem.
Po czym, jak gdyby nigdy nic pognała do schodów.

0 komentarze:

Prześlij komentarz