31.01.2015

#projekt12 - styczniowe Światło Na Śniegu

Gdy w tragicznym wypadku ginie mama i siostra Nicky, jej ojciec Robert nie mogąc się otrząsnąć po ostatnich wydarzeniach, porzuca dotychczasowe życie w Nowym Jorku i zabiera córkę do małego miasteczka. Zamieszkują w najbardziej oddalonym od zabudowań domku, w środku lasu. Pewnego dnia, w trakcie spaceru po lesie, słyszą kwilenie. To nie jest miauczenie kota, jak początkowo myślą. Na śniegu znajdują noworodka...

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. W życiu dwunastoletniej Nicky od czasu przeprowadzki, pomimo upływu lat niewiele się zmieniło. Robert unika kontaktów z ludźmi, zajmując się w przydomowej szopie stolarką. Wiodą życie na uboczu, co niekoniecznie podoba się dziewczynie. Wszystko zmienia się, gdy znajdują w lesie noworodka.

Maleńka dziewczynka, cudem uratowana przed zamarznięciem, mimowolnie staje się częścią ich życia. Późniejsze pojawienie się w ich domu Charlotte, wydaje się przynieść odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące małej dziewczynki. Niestety, jak to zwykle bywa - nic nie jest takie, jakim się pozornie wydaje być.

Książka, pomimo że kiedyś już ją czytałam (ale kompletnie nie mogłam sobie przypomnieć fabuły, stąd zajrzałam do niej znów), pomimo ciekawego opisu, nie porwała mnie jakoś wybitnie. Spodziewałam się czegoś bardziej poruszającego. Brakuje mi jeszcze jednego rozdziału, wyjaśniającego co tak na prawdę stało się z Charlotte. Niby można się tego domyśleć - ale jednak wolałabym o tym przeczytać.

0 komentarze:

Prześlij komentarz