23.02.2015

Pierwszy raz w kinie

Kiedy wybrać się z dzieckiem pierwszy raz do kina?
To pytanie niewątpliwie zadaje sobie wielu rodziców. Ja też sobie zadawałam. Długo się nad tym zastanawiałam - pierwsze myśli pojawiły się krótko przed Tinki trzecimi urodzinami.


Dziś Tinka skończyła dokładnie 3 lata 4 miesiące i 6 dni i pierwszy raz była w kinie! I po dzisiejszej wizycie wiem, że nie było się czego obawiać. A obaw miałam trochę...

Po pierwsze - czy nie wystraszy się ciemności? Nie chodzi o to, że ona boi się ciemności, bo takich lęków póki co nie wykazuje. Ale kiedy coś oglądamy, to w ciągu dnia. Dlatego jakiś czas temu postanowiłam zrobić namiastkę kina w domu. Włączaliśmy bajkę wieczorem, przed spaniem, gasiliśmy światła, robiliśmy popcorn i bawiliśmy się w kino. Tego typu zabawy urządzaliśmy sobie co jakiś czas. Myślę, że dzięki temu trochę się oswoiła z oglądaniem w ciemności, z jasnością ekranu i tym, że może razić trochę w oczka.

Jednak jeszcze nigdy, żadnej bajki w domu Tinka nie obejrzała w całości. Stąd obawa numer dwa: czy wytrwa w kinie 1,5 godziny bez przerwy? Chociaż nie, wróć - kiedyś Krainę Lodu obejrzała bez robienia sobie przerw. Ale Kraina Lodu to inna historia - Tinka ją kocha. Żadnej innej bajki jeszcze nigdy nie obejrzała w całości. Jednak te obawy były zupełnie bezpodstawne - takie prawdziwe kino, z wielkim ekranem, fotelami, świecącym się projektorem wystającym z tylnej ściany (przykuł Tinki uwagę na koniec), z popcornem - to zupełnie inny klimat niż oglądanie bajki w domu. Tam aż się chce siedzieć i patrzeć :) A przynajmniej takie odniosłam wrażenie po Tince, bo pomimo że się czasem pokręciła mówiąc że nóżki ścierpły, to obejrzała ładnie całą bajkę.

Ale najbardziej bałam się, czy nie wystraszy się głośnego dźwięku? Jak bowiem wiadomo, w kinie cicho nie jest. Niby są puszczane seanse dla dzieci - z tego co się orientowałam Multikino ma poranki dla maluchów i wtedy jest ciszej i jaśniej na sali. Celowo jednak nie chciałam na coś takiego z Tinką iść. Chciałam, żeby od początku widziała, że w kinie jest ciemno i głośno i żeby się z tym oswajała (lub też stwierdziła że jest niefajnie i że nie chce do końca oglądać tylko wyjść - co byśmy oczywiście uczynili). I gdy rozpoczął się seans (a raczej blok reklamowy poprzedzający film), kątem oka dojrzałam jak siedząca obok Tinka podnosi rączki na wysokość swoich uszek. Odwróciłam się do niej i z niewątpliwą ulgą zarejestrowałam, że tylko sobie włoski odgarniała za uszka. Czyli że nie było dla niej zbyt głośno. Ufff.

Jednak to jeszcze nie koniec. Odrobinę obawiałam się także, czy nie przerazi jej ogrom ekranu? Czy gdy będą jakieś nagłe akcje, to nie wpadnie w panikę? Bo o ile można w domu symulować ciemność, dźwięk głośniejszy, tak nie bardzo jest się w stanie odwzorować kinowy ekran. Jak się okazało po wyjściu - ekran, czy też raczej ta mega wielka bajka, zrobiła na niej ogromne wrażenie.

Nie muszę więc chyba pisać, że Tince w kinie podobało się bardzo. I że już sama planuje kolejne seanse :)


A ja już wiem, że gdy wybierzemy się do kina następnym razem, muszę wziąć Tince poduszki pod dupcię. Pomimo że jest dość wysoka jak na swój wiek, przez zagłówki w fotelach nie widziała do końca dolnej części ekranu. A Cinema City nie posiada niestety podwyższeń dla dzieci. I tym sposobem przez większość czasu siedziała na mojej torebce i kurtce aby było miękko. Nie wiem jak to jest w Multikinie z tymi podkładkami na fotele - wydaje mi się, że słyszałam że tam tego typu akcesoria są, aczkolwiek pewna teraz nie jestem. Następnym razem pójdziemy do Multikina i to sprawdzimy.


A Wy jakie macie doświadczenia z Waszymi Maluchami w kinie? Byliście już z nimi, czy wszystko jeszcze przed Wami?


0 komentarze:

Prześlij komentarz