31.03.2015

Czy trzylatek może grać w kalambury?

Może! A nawet całkiem nieźle sobie przy tym radzi. Choć początki były trudne. Na "nie mów, tylko pokaż co jest na obrazku" Martynka wesoło odwracała kartę w stronę osób zgadujących. Ale w końcu się udało - zrozumiała o co chodzi! I tak sobie gramy - w Rodzinne Kalambury.


"Rodzinne Kalambury" to gra dla sześciolatków - ale Martynka doskonale daje sobie z nią radę. Nie z każdym zadaniem, nie wszystko jeszcze pokaże - ale jest to, moim zdaniem świetny sposób na ćwiczenie "mówienia" bez pomocy słów.




Gramy w kalambury często. Za często jak dla mnie - ale to chyba tak już jest, że jak się dziecku coś spodoba, to wałkuje to po kilkanaście razy pod rząd, co?



Przeważnie gramy w tą grę tak, że ja jestem z Martynką w drużynie a tatko w przeciwnej. Widzę, co jest na kartach i czasami delikatnie tatkowi podpowiadam gdy Martynka nie widzi, żeby nie było jej przykro, że tak się męczy z pokazywaniem, a tata zgadnąć nie umie :))





Niektóre zagadnienia są proste i nie wymagają podpowiedzi, jak poniższe - nie trudno chyba się domyśleć, że obcina paznokcie? :)) Ale niektóre już nie tak łatwo pokazać - na przykład "podlewa kwiatki". Przy okazji uczymy się też nowych zagadnień i ich znaczeń - dla przykładu, było do pokazania "lunatykuje" którego to słówka Martynka nie znała.


----------
Recenzję gry przeczytacie na stronie Dzieciaki-Testuja.pl
Videorecenzję obejrzycie Tutaj
Za grę dziękujemy Tactic!

0 komentarze:

Prześlij komentarz