25.05.2015

Bunt na sto dwa


Nie łatwo radzić sobie z emocjami. A już kompletnie trudne jest to w przypadku emocji, których się nie zna. Które pewnie nieraz przerażają. I nie wiadomo jak się wtedy zachować. Co zrobić, żeby je odreagować?

Bunt. Dwulatka, trzylatka, czterolatka. Niezależnie w jakim wieku się pojawia, jest tak samo "uciążliwy" dla przypadkowego otoczenia. Dziecko krzyczy, płacze, często wpada w ogromną histerię, rzuca się, uderza. Nie panuje zupełnie nad swoimi reakcjami. Ludzie się patrzą. Myślą nie wiadomo co. Zapewne, że nie wychowane. Że rozpieszczone, że na wszystko jest mu pozwalane i przez to na każdą najmniejszą odmowę w ten sposób reaguje. Część z nich prawdopodobnie trafiła do grupy szczęściarzy i mieli dzieci które nigdy się nie buntowały. Część zapomniała już, co to bunt znaczy. Albo w "ich czasach" inaczej się na ten bunt reagowało?

Martynka jest aniołkiem. Jest prawie zupełnie bezkonfliktową dziewczynką.Nie odstawia scen w sklepach z zabawkami, nie wymusza krzykiem kupowania słodyczy. Ale kiedy raz po raz nagromadzi się zbyt dużo różnych emocji, siada na podłodze i krzyczy. I płacze przeraźliwie. Bez jakiegoś większego powodu. Nie pozwala się wtedy dotknąć i wszystko jest na nie. Na szczęście nie zdarzają się takie sytuacje często. Co jednak robić, jak już się zdarzą? Nie krzyczeć, nie wdawać się w dyskusję, bo i tak każda odpowiedź będzie przecząca. Nie szantażować i nie ulegać. Usiąść z boku i czekać. Nie wiem jak u was, ale Martynka zawsze po takiej histerii sama przychodzi przytulać się, a kiedy przestanie już szlochać robi to, co zrobić miała.

A wy macie jakieś już doświadczenia na tej płaszczyźnie?

0 komentarze:

Prześlij komentarz