17.05.2015

Maj

Nie chce mi się wierzyć, że już jest maj. Że praktycznie to zaraz kończyć się będzie. Tyle się dzieje, a jednocześnie dzień tak podobny do dnia. Nic jeszcze nie mamy na wakacyjny wyjazd lipcowy, a to już za lekko ponad miesiąc tylko. Mamy za to choroby. Całe mnóstwo chorób, szereg syropów i antybiotyków które już Martynka brać skończyła, a które mam wrażenie, nadal jej nie pomogły. Mam wrażenie, że to na tle alergicznym. Na szczęście mamy ogródek, w którym możemy spędzać ciepłe, słoneczne dni.


Martynkę męczą choróbska. Mnie senność przeokrutna. Trzeci trymestr dobiega końca, a ona jeszcze nie minęła. Nie minęły też niektóre z innych dolegliwości, o których zapewne powstanie osobny wpis. Poprzednim razem, mam wrażenie, nie było aż tak uciążliwie pod niektórymi względami. Albo nie pamiętam już tego.

Zostawiam Was z wiosennymi, majowymi zdjęciami naszego prywatnego kawałka ziemi.
Uwielbiam tą porę roku.


















A jak maj - to i pierwsze burze. Martynka prawdopodobnie nie pójdzie w moje ślady i nie będzie się ich obawiała. Na tą, która poniższą złowrogą chmurą szelfową nawiedziła nas pewnego wieczora, czekała niecierpliwie odkąd tylko zaczęło się chmurzyć z oddali. Czekała na błyski "tsyy tsyy" i grzmoty. Nie doczekała - zasnęła na naszym łóżku i spała niewzruszona tym, że burza przechodzi centralnie nad nami i wali przeraźliwie.


0 komentarze:

Prześlij komentarz