13.05.2015

Martynka vs Sonata

Sonata. Brzmi tajemniczo i jakoś tak niezwykle. Ale czy wózek, który nazwany został w tak melodyjny sposób, faktycznie jest niezwykły?


Pierwsze wrażenie po wyjęciu jej z opakowania - jaki ona ma ekstra stelaż! Właściwie to nie wiem tak do końca czego się spodziewałam, ale jego grubość mile mnie zaskoczyła. Dotychczas miałam do czynienia ze spacerówkami parasolkami które na pierwszy rzut oka wyglądały rachitycznie, a gdy dziecko do nich wchodziło, lekko uginały się do środka. Jednym słowem, nie mam miłych wspomnień z wózkami tego typu. I pewnie przez to jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do nich. Jak wózek, to wielki i porządny - tak myślałam.


Nieraz na ulicy mijałam kilkuletnie dzieci w tych rachitycznych spacerówkach i zadawałam sobie pytanie - gdzie ci opiekunowie mają oczy, żeby wsadzać tak duże dziecko w tak mały wózek, co to ledwo na siedzisku się mieści? Nie oceniam przy tym wieku tych dzieci, bo sama mam szczęście być mamą maluszka dość wyrośniętego jak na swój wiek. I już dwa lata temu musieliśmy zmieniać wózek na większy, żeby Martynka nie wyglądała jakby wsiadła w pojazd młodszego rodzeństwa. Ale wracając do tematu, czyli do Sonaty - jej siedzisku nie można niczego zarzucić. Jest wystarczające nawet dla dziecka, które wzrostem przerasta przeciętnego pięciolatka. Jest obszerne, dzięki czemu nie ma kolan pod brodą i podróż wózkiem przebiega komfortowo.


Ale wózek ma też pewną wadę, która dla osób o moim wzroście jest uciążliwa. Jaką? Tego dowiedzie się z recenzji na naszej stronie: klik.

0 komentarze:

Prześlij komentarz