17.07.2015

Wakacje w Łebie

Kocham Bałtyk i szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie lata bez choćby chwili spędzonej nad morzem. I póki co, każdego roku go odwiedzamy. Tego lata postanowiliśmy spędzić urlop w Łebie.


Łeba to niewielkie miasto, którego życie turystyczne toczy się praktycznie przy jednej ulicy (a przynajmniej takie mam wrażenie). Co kawałek knajpki i restauracje, na każdym kroku dostać można gofry czy lody. A między tym wszystkim spora ilość stoisk z pamiątkami i duperelkami.

Na początek jednak słów kilka o plaży. Bo plaża to niezbyt mocna strona tej miejscowości. Kiedy byliśmy tam ze 20 lat temu czy jakoś tak, nie było czegoś takiego. Nie zapadło mi to w pamięć. A teraz jest klif, z którego jeszcze na początku dało się schodzić bo był usypany lekko po skosie, ale kiedy przyszedł sztorm przedostatniego dnia, morze całkowicie go podmyło i stał się pionową ścianą.


I tym sposobem, kiedy rozłożymy się z namiotami, parasolami, parawanami na plaży, nie mamy kompletnie widoku na to, co się dzieje na brzegu morza.


Im bliżej portu, tym ta górka przybrzeżna jest niższa, aż w końcu całkiem zanika.
To tak tylko ku przestrodze, jeżeli macie zamiar jechać tam z myślą że będziecie leżeć na kocu i patrzeć na baraszkujące przy brzegu morza dzieciaki. Nie uda się wam to, chyba że rozsiądziecie się z kocami pod klifem - aczkolwiek tu znowu można zaryzykować zalanie. Bo oczywiście miejsca bez klifu są w pierwszej kolejności zajmowane.
Jeszcze co do plaży - tyle szkła w piasku ile tam było, nie widziałam jeszcze nigdzie. Strach było na boso chodzić. Drżałam ze strachu kiedy dziewczyny się w tym piachu bawiły.


Wybierając się w nowe miejsce, zwłaszcza turystyczne gdzie naćpane jest knajpkami, zastanawiamy się gdzie zjeść żeby się najeść i aby to wszystko jeszcze było dobre. Nie przetestowaliśmy oczywiście wszystkich punktów gastronomicznych Łeby. Zwiedziliśmy ich kilka i z tych kilku co nieco wam możemy polecić, a także przed niektórymi przestrzec.

Idąc główną ulicą w oczy rzuca się Łebska Chata. Ma wywieszony ogromny baner, że jest po "kuchennych rewolucjach" Magdy Gessler. I już prawie tam na obiad weszliśmy, jednak w myśl zasady szwagra, że nie wchodzi się do knajp które świecą pustkami, postanowiliśmy najpierw o Łebskiej Chacie poczytać w internecie. I bardzo dobrze zrobiliśmy. Opinie ma nieprzychylne, a najlepsze jest to, że pani Magda Gessler cofnęła im tą rekomendację. Ciekawe co by pani Magda powiedziała na ten plakat.


Wracając do przetestowanych przez nas lokali, zaczniemy od tych, w których jedliśmy i których nie polecamy. Czyli:

Gdzie nie jeść w Łebie?

-> Ruchome Piaski
Na zdjęciu poniżej widać, że jest to jakby ciąg osobnych knajpek. Nie wiem czy wszystkie są spod jednego szyldu, jednak te dwie obok są jakby bezimienne więc podciągam to pod jedno. Patrząc na lewą krawędź zdjęcia dojrzymy lokal z obiadami - ryby, kebaby, zupy. Kebab był okej (chociaż poznańskiego kebabu z Ławicy chyba nic nigdy nie przebije), ryby i frytki średnie. Pod szyldem "lody, gofry" jedliśmy gofry, a w "kebab, zapiekanki" konsumowaliśmy hot dogi. Ani gofry ani hot dogi nie były jedzone z przyjemnością. Nie chcę nawet wiedzieć co siedziało w tej parówce od hot doga, ale nawet do tych ze stacji benzynowych bardzo im było daleko!


-> Obok tych budek idąc w prawą stronę zdjęcia znajduje się knajpka, w której można zjeść przeróżne naleśniki. Było ich tam kilkanaście w menu zdaje się, każdy z innym nadzieniem. Jeżeli najdzie was ochota na naleśniki, nie wchodźcie tam. Były paskudnie sztywne i bez smaku. Gdyby nie słodkie nadzienie, w ogóle nie dałoby się tego zjeść.

-> Pizza Bar przy Ambre
Wracając raz głodni z długiego spaceru postanowiliśmy tu wejść. Jako że tak blisko campingu i w ogóle. Na pizzę ochotę mieliśmy. W środku wizualnie ładnie, lekko pusto ale co tam. Dziewczyny porysowały w dziecięcym kąciku, pobiegały wokół czegoś okrągłego co miało pełnić rolę akwarium i można było od góry podglądać ryby. Pan pizzerman na widoku szykował te pizze (no, powiedzmy. Pana było widać, ale okrągłe placki i to co na nie kładł było ukryte za wysokim blatem barowym), w końcu gdy już je tam upiekł, wzięliśmy i wyszliśmy (doliczanie złotówki za pudełko do każdej pizzy na wynos przy cenach jakie tam mieli- złodziejstwo w biały dzień). Zasiedliśmy wygodnie na campingu przy namiotach i oddaliśmy się konsumpcji.
Zacznijmy od tego, że były dwa rodzaje pizzy: średnia i duża. Cenowo się różniły. Wizualnie w ogóle. No ale okej, próbujemy. Po wzięciu kawałka pizzy do ręki wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że jakby tym w kogoś rzucić, to można by ukatrupić. A pizze mieliśmy łącznie cztery. Każda twarda jak głaz.
Jak w smaku? Zupełnie bez szału. Pod względem dodatków tak samo, a nawet gorzej. Pizza grecka miała na sobie kilka kawałeczków fety i pomidora. Ale pizza cztery sery to było dopiero coś! Zapewne wiecie jak tego typu pizza wygląda - cztery rodzaje sera pysznie zmieszane na drożdżowym placku. Otóż tu było inaczej. Były po dwa kawałki pizzy z jednym rodzajem sera. I tak na przykład dwa kawałki z camembertem, dwa kawałki z brie, dwa kawałki z mozarellą (czy czymś takim), itp. Bida z nędzą. A jak za tą cenę - wstyd stulecia. Omijajcie Pizza Bar szerokim łukiem!


-> Kebab "U Gruchy"
"U Gruchy" to tak właściwie jest restauracja, na jej stronie nie ma menu które dostępne jest w przyległej do niej knajpce, aczkolwiek wejścia mają obok siebie, stoliki zewnętrzne wspólne, więc podpinam do pod jedność. O samej restauracji przeczytacie dalej, a tymczasem kilka słów o tym małym lokaliku, w którym zjeść można pizzę, zapiekanki, kebab itp. Trzymajcie się od niego z daleka! Nie dość, że czas oczekiwania na głupie frytki bardzo długi, to jeszcze obsługa bezczelnie sugeruje, że goście ze środka restauracji są ważniejsi bo to dla nich musieli swoją frytkownicę użyczyć i dlatego my musimy czekać. 40 minut czekaliśmy za Martynki frytkami i Marcina kebabem na talerzu. Ja w bułce miałam od razu, aczkolwiek raczej czy bym tego czegoś kebabem nie nazwała... Wyrób kebabopodobny bardziej tutaj pasuje. Był to kawał buły wypchany kapustą i ogórkami (jeszcze miał być pomidor ale chciałam bez) zalanymi sosem czosnkowym, a między nimi gdzie nigdzie wystawały kawałki suchego mięsa kompletnie bez smaku. Weźcie sobie suchą bułkę, wetknijcie w nią sałatę i polejcie ją sosem czosnkowym - dokładnie takie kulinarne wrażenia są podczas jedzenia tego czegoś, kiedy nawet nie w połowie kończy się mięso. Frytki mają dobre. Zapiekankę także całkiem smaczną. Ale czas oczekiwania za tymi frytkami i ten kebab przelały szalę goryczy na ich niekorzyść.


-> Bistro Podgaje
Nie jest to co prawda Łeba, nie jest nawet w pobliżu, ale jadąc na trasie z Poznania nie omieszkaliśmy się tam zatrzymać. Na szczęście w drodze do Łeby bistro nie miało prądu i jedzenia nie podawali, zjedliśmy więc hot dogi na znajdującej się obok stacji benzynowej. Wracając z Łeby do domu już tyle szczęścia nie mieliśmy, hot dogów brak (to było południe, ruch jak na Starym Rynku na koziołkach i dopiero się grzały), więc skusiliśmy się na zjedzenie w bistro. Frytki - paskudnie miękkie, niektóre zimne, inne gorące i w ogóle nie smaczne. Jajecznica - niedobra. Żurek z relacji Dawida również wynika że nieapetyczny. Jeżeli będziecie jechać tą trasą i zatrzymacie się w Podgaju, gnajcie na stację benzynową na hot dogi, są o niebo smaczniejsze niż jedzenie w tym bistro.

A gdzie warto zjeść w Łebie?

-> U Gruchy
Ryby mieli pyszne. Frytki też smaczne, przez co kilkukrotnie byliśmy u nich na obiedzie. Jedyne do czego można się przyczepić to bukiet surówek widniejący w menu - tym bukietem okazuje się pół talerza surówki z kapusty. Niemniej jednak warto się tam wybrać. I zjeść we wnętrzu, jakoś tak klimatyczniej jest niż przy zewnętrznych stolikach, a i można podejrzeć jak kucharz przygotowuje nasze rybki.


-> Pierogarnia Kredensik
Umiejscowiona przy deptaku. Ma koszmarnie małe wnętrze. W porze obiadu praktycznie nie ma po co tam nawet wchodzić, gdyż jest prawie pewne że nie będzie gdzie usiąść. Naczekaliśmy się za wolnymi stolikami, ale jak już pierogi i naleśniki dostaliśmy, to nie żałowaliśmy tego oczekiwania. Przepyszne!


Z czym się kojarzy Łeba? Ano z wydmami najbardziej. My na nich nie byliśmy, gdyż wizja noszenia dziewczyn po wydmach nie należała do przyjemnych. Odwiedziliśmy za to dwa inne miejsca, których będąc w Łebie z dziećmi nie możecie przegapić - Park Dinozaurów i Sea Park. Powstaną o nich osobne wpisy już wkrótce.


0 komentarze:

Prześlij komentarz