30.07.2015

Wyprawka dla noworodka

Połowa ciąży za nami. Czas zabrać się za - przynajmniej teoretyczne - kompletowanie wyprawki. W pierwszej ciąży miałam ten punkt odhaczony jeszcze w pierwszym trymestrze (to znaczy listę dokładną zrobioną co trzeba kupić), ale to chyba zawsze tak jest, że za pierwszym razem wszystko się robi szybciej, co? :))


Listy wyprawkowej z poprzedniej ciąży oczywiście nie mam. Trzeba więc było zrobić nową. Kilka dni zastanawiania się, przeszukiwania internetu i oto jest! Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam - a jak coś pominęłam to dopiszcie w komentarzach.


Wyprawka dla Oliwii


Wózek - z Martynką mieliśmy klasyczny na dużych, niepompowanych kołach. Kocham takie wózki. Celowo jednak nie zostawialiśmy go sobie dla drugiego dziecka, aby móc później pojeździć czymś zupełnie innym. Moją wózkową listę pokazywałam już jakiś czas temu - o tu. Jest wśród nich ten, którym jeździć będzie nasza Oliwka. Usłyszycie o nim jeszcze nieraz :))

Fotelik samochodowy - musi pasować do stelażu wózka. Nie wyobrażam sobie jechać z dziewczynami na szybkie zakupy i wozić w bagażniku cały wózek Z Martynką często korzystaliśmy z opcji wpinania fotelika w stelaż i teraz też jest to bardzo pożądana funkcja.

Łóżeczko - takie, aby pasowało do pokoju dziewczynek, czyli proste, białe, bez żadnych kolorowych akcentów. Musi mieć regulowaną wysokość w trzech pozycjach i wyjmowane szczebelki. Na początku chciałam z szufladą, ale znalazłam niebywałą promocję w firmie, z której łóżeczko miała Martynka i chyba z niej skorzystamy. Aczkolwiek ogólnie szuflada to dla mnie punkt obowiązkowy. Pod Martynki łóżeczkiem trzymamy ogrom niewielkich zabawek, które w skrzyni byłyby zagrożone zniszczeniem, a żeby je trzymać na półkach to za dużo tego.. Myślę jednak, że przez te dwa pierwsze lata obejdziemy się bez niej, a kolejne łóżeczko będzie już z szufladą.

Materac do łóżeczka - musi być co najmniej piankowo-kokosowy. Nie robiłam jeszcze rozeznania wśród nich, ale na pewno wiem że piankowego nie kupimy.

Ochraniacz na materac - rzecz niezbędna jak dla mnie. Ale nie ten ceratkowy który się zsuwa przy najmniejszym ruchu. Musi być porządny, aby trzymał się w jednym miejscu. Mamy po Martynce ten z Ikei i mogę go wam szczerze polecić. Ratował materac kiedy przeciekała pielucha, kiedy się ulało po mleku, a w późniejszym czasie kiedy Martynka żegnała pieluchę. I co najważniejsze - można go prać w pralce.

Pościel do łóżeczka - w tym co najmniej jeden zestaw z ochraniaczem. Jakoś ładniej wygląda jak dla mnie dziecięce łóżeczko, kiedy ma ochraniacz. Bo czy to jakąkolwiek funkcję praktyczną spełnia to nie powiem. Kiedy Martynka podrosła to i tak pomiędzy niego wtykała rączki.

Przewijak - na łóżeczko rzecz jasna. Bo na komodę z przewijakiem nie ma u nas miejsca. Rzecz niezbędna dla mojego kręgosłupa.

Wanienka - są mniejsze i większe. Nie wiedziałam o tym gdy kupowaliśmy dla Martynki, dowiedziałam się dopiero gdy mieliśmy już wydawało mi się standardową wanienkę, a w między czasie dostaliśmy po kuzynach większą. Różnicy nie ma w sumie żadnej - i tak w pewnym wieku dziecko odmówi leżenia i będzie chciało w niej siedzieć.

Ręczniki/okrycia kąpielowe - z kapturem czy bez? Oto jest pytanie. Mieliśmy i takie i takie, tego z kapturem szybko przestaliśmy używać gdyż był mały. Zastanawiam się, czy zainwestować tym razem w większy.

Ubranka - mamy ich ogrom po Martynce, ale coś nowego i tak kupić będę chciała. Niby nie trzeba tego wielkich ilości bo dziecko szybko rośnie, ale jak tu się powstrzymać? No nie da się.

Butelki - nie planuję z nich korzystać od początku, ale w zapasie coś mieć chcę. Jeszcze nie wiem jakiej firmy one będą.

Smoczki - pewnie będzie z tej samej firmy co butelki, ale także się jeszcze nie zastanawiałam nad tym za bardzo. Pewne jest, że jedna sztuka w domu na pewno się znajdzie.

Sterylizator - z Martynką nie mieliśmy i na początku butelki były wygotowywane. Męczące to było, więc szybko zaopatrzyliśmy się w tego typu sprzęt. Wielbiłam go kiedy przeszliśmy na mleko modyfikowane. Mieliśmy model do mikrofalówki i sprawdzał się świetnie.

Laktator - ratował sytuację za czasów noworodka Martynki. Nie kupowaliśmy go przed porodem i później bardzo tego żałowałam, bo w pobliskich aptekach były pustki kiedy stał się nagle bardzo potrzebny. Myślę więc, że warto przed porodem zaopatrzyć się w chociażby model ręczny - a kiedy wyniknie potrzeba zakupu elektrycznego, wtedy to uczynić. Bo może nie przyda się w ogóle, ale może też będzie jak u nas, że nagle nigdzie żadnego modelu nie ma..

Leżaczek - Martynka kochała swój leżak. Korzystała z niego wielokrotnie zarówno wtedy gdy była leżącym tylko noworodkiem, jak i później gdy już żwawo zasuwała po podłodze na czworaka. Rodzajów leżaków jest tyle, że jeszcze nie wiem na który się zdecydujemy.

Chusta - nie korzystałam z niej zbyt często z Martynką, ale schowana w szafie jest. I myślę, że teraz będzie się przydawać częściej. Wtedy nie potrzebowałam wolnych rąk i mogłam nosić, a teraz jednak przydałoby się dla starszego malucha tą wolną rękę mieć ;))

Kocyki - mamy ich kilka, grubszych i cieńszych, ale są one Martynki. Trzeba będzie więc Oliwce jej własną kocykową kolekcję skompletować.

Aspirator do noska - zwyczajna gruszka nie zdała u nas egzaminu. Szybko zaopatrzyliśmy się we Fridę i ratowała ona nosek w wielu sytuacjach chorobowych.

Termometr elektroniczny - nie wyobrażam sobie życia bez niego. Mamy jakiś model z firmy Microlite i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.

Szczotka do włosków - mięciutka i milutka. Strasznie lubię te niemowlęce szczotki.

Nożyczki do paznokci - albo cążki. Ja jednak wolę nożyczki, jakoś lepiej mi się nimi pazurki obcina.

Pieluszki tetrowe - do wycierania buzi sprawdzały się u nas znakomicie. W kilka sztuk więc znów się będziemy musieli zaopatrzyć.

Artykuły kosmetyczne - nauczona doświadczeniem oliwce do ciała mówię stanowcze NIE. Nie zliczę ile jasnych rzeczy Martynki poszło w śmietnik przez żółte oliwkowe plamy.. Będzie więc balsam. I żel do kąpania rzecz jasna, a także krem ochronny odpowiedni do pory roku - czyli zimowy. Nad firmą jeszcze nie debatowałam. Możecie polecać :))

Pieluszki - z Martynką uwielbiałam Huggiesy. Teraz nie wiem, czy one w ogóle jeszcze są. Trzeba będzie zrobić rozeznanie wśród firm. I zaopatrzyć się w dwa-trzy opakowania najmniejsze i kilka w rozmiarze następnym. Lubię mieć zapasy porobione.

Chusteczki nawilżane - miałam swoje ulubione firmy, jednak zdaję sobie sprawę że mogą one już nijak nie przypominać chustek, którymi kiedyś były. Trzeba więc będzie od początku próbować i szukać tych najfajniejszych.


No i to by chyba było na tyle. Macie jakieś sugestie? Coś byście dodali? Piszcie, chętnie poczytam jak to u was z wyprawką wyglądało :))

0 komentarze:

Prześlij komentarz