14.08.2015

Martynka i lato

Chciałam, żeby to lato było na prawdę wyjątkowe. Bo to ostatnie takie, które spędzamy tylko z Martynką. Za rok będzie już siostrzyczka z nami. Chciałam, żeby było dużo atrakcji, jednak nie przewidziałam, że nie będę mieć sił aby wszystko udało się zrealizować. I niestety sporo czasu przez to spędzałyśmy w domu (bądź też w ogrodzie).



Z wakacyjnej listy nie wszystko udało się zrealizować. Niby jeszcze dwa tygodnie do końca wakacji, ale wiem że nie wszystko się już w tym sierpniu raczej zrobi. Coś przełożone zostało na wrzesień, coś na za rok..


Nie byłyśmy jeszcze tego lata w kinie. Miałyśmy iść na Minionki, nie poszłyśmy. Teraz sama nie wiem na co by się wybrać. Jednak na pewno do tego kina pójdziemy nim sierpień się skończy.


Nie byliśmy na basenie, takim dużym bo ogrodowych do tego nie zaliczam. Plany są żeby iść we wrześniu. Tylko czy ja się zmieszczę w strój kąpielowy?


Nie szukałyśmy spadających gwiazd. Martynka zbyt szybko padała do łóżka, wyczerpana po całym dniu upałów i szaleństw na dworze. A w tę noc, kiedy miało być największe natężenie perseidów, całe niebo było w chmurach..


Nie stanęłyśmy oko w oko z tygrysem, ale na pewno staniemy ;) Do zoo się wybieramy jak nie w sierpniu, to we wrześniu. Mam nadzieję, że dam radę cały ogród zoologiczny przejść.


Z tym tańcem w deszczu też średnio wyszło. Bo jak już był deszcz, to nawałnica od razu. A jak lekko kropiło, to tak że prawie czuć tego nie było. Ale skakanie na takim delikatnym deszczu i zaliczone więc myślę, że ten punkt po lekkiej modyfikacji nazwy można zaliczyć do zrealizowanych.


Pozostałe punkty odhaczone. Lody na śniadanie (i obiad i kiedyś też na kolację) zjedzone. Dinozaury spotkane - tu o tym jest.


Zachód słońca obejrzany. Pizzowy piknik zorganizowany. Wakacje na papierze utrwalone :)


Poza tym lato upłynęło nam dość leniwie. Z reguły na ogrodzie, spacerach i placach zabaw. No i dużo też zabaw w domu było.


Martynka zaczęła jeść owoce, których rok temu nie jadła. Dzień bez czereśni był dniem straconym. Truskawki z nutellą to był ulubiony deser czerwcowo-lipcowy. A teraz powiedzmy że zajada się śliwkami, morelami i brzoskwiniami. Nie w powalających ilościach, ale lepsze to niż nic.



Poza tym wspólnie rozpoczynamy kompletowanie wyprawki dla siostrzyczki. Jest już wózek (w którym jestem zakochana i o którym nieraz tutaj przeczytacie), ubranek kilka nowych, przemilutki kocyk (o którym możecie poczytać tutaj) i to, co po Martynce zostało - czyli w sumie całkiem sporo rzeczy.


A siostrzyczka rośnie...


Mnie męczą upały. I w sumie to już nie mogę się doczekać tego września..
















0 komentarze:

Prześlij komentarz