11.09.2015

Buty Lasocki - nie, dziękuję!

Pierwszy raz tego lata kupiłam Martynce buty Lasocki Kids. Sandałki. Takie delikatne, same paseczki praktycznie, całe ze skórki.. Zachwyciły mnie. I byłam przekonana, że od tej wiekopomnej chwili, jedynym słusznym wyborem jeśli o obuwie dla potomnych chodzi, będzie Lasocki. Do czasu, aż kupiliśmy buciki na jesień...


Martynki stópki szybko ostatnio rosną, dlatego buty z wiosny już dawno przestały pasować. W drugiej połowie sierpnia przypomniało mi się, że trzeba by wreszcie coś kupić do chodzenia po dworze gdy temperatura spadnie poniżej 20 stopni. Coś, co Martynka sama będzie sobie w stanie rzecz jasna założyć.

Kupiliśmy. Oczywiście Lasocki Kids.
I, żeby was nie skłamać, Martynka buty te miała na nóżkach aż trzy dni. 1 września szła jeszcze w sandałkach do przedszkola. 2, 3 i 4 było już chłodniej i miała te. Oczywiście w drodze do i z przedszkola, jako że samochodem jeździmy, nic się z nimi nie miało prawa stać. A popołudniami zakładałam jej inne, wiązane buty. Miała więc je na stópkach tylko podczas zabaw na przedszkolnym placu zabaw. Maksymalnie półtorej godziny dziennie. Czyli łącznie około 6,5 godziny.


Myślałam, że ze spokojem wystarczą nam one także na wiosnę, o ile stópki nie urosną. Nie mam jednak już złudzeń. Wręcz zaczęłam się obawiać, czy nie trzeba będzie za chwilę nowych butów kupić, jeszcze zanim przyjdzie czas na typowo jesienne, bo te mogą nie przetrwać...


Za nimi 6,5 godzin hasania po dworze, 6,5 godzin zabaw w piaskownicy, huśtania się i zjeżdżania, biegania po przedszkolnym placu zabaw... A wyglądają, jakby były używane przez kilka miesięcy.


I wiecie co?
Nigdy więcej nie kupię butów Lasockiego. Uprzedziłam się. Zdecydowanie nie są one warte swej ceny.


0 komentarze:

Prześlij komentarz