20.10.2015

Targi Happy Baby - czy jeszcze tam wrócimy?

I minął weekend - urodzinowy weekend Martynki, podczas którego początkowo nie planowałam udawać się na targi, ale ostatecznie w niedzielę od rana, po drodze na drugą imprezkę urodzinową, udało nam się tam zajrzeć. Czy było warto?



Niestety, ale muszę stwierdzić, że nie. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Czegoś bardziej WOW. Dużej ilości wystawców, mnóstwa fajnych produktów, a przede wszystkim atrakcji dla dzieci. To w końcu targi zabawek, więc powinna być opcja wypróbowania ich przez maluchy. Co prawda na niektórych stoiskach była taka możliwość, ale w zdecydowanie zbyt minimalistycznej wersji. Żeby zagrać w grę na stoisku Granna, trzeba się było swoje naczekać. Do kinetycznego piasku u innego wystawcy nawet się nie dopchałyśmy. Planując tego typu przedsięwzięcie, zorganizowałabym wielką strefę, w której dzieci miałyby okazję pobawić się, poukładać puzzle, spędzić ciekawie czas a nie tylko włócząc się bez celu i gdzie niegdzie zatrzymać na kilkanaście/dzieciąt minut aby w kolejce poczekać na króciutką zabawę..

Stoisk było niewiele - niewiele takich, które zwróciły naszą uwagę. Zdecydowanie za mało producentów zabawek, a to przecież oni powinni w przeważającej części na Targach Zabawek się pojawić.

Z atrakcji dla dzieci, poza wymienionymi wyżej przy stoiskach, była karuzela i dmuchany zamek. 6zł za 3 minuty zabawy na jednym lub drugim. Czy to nie przeginka? Kupując bilet za 20zł za osobę wkurzyłabym się, że jeszcze muszę dodatkowo płacić żeby dziecko się przejechało czy też chwilkę poskakało. Ja wiem, że każdy chce zarobić, ale bez przesady - w cenie biletu powinna być chociaż możliwość skorzystania po jednym razie z każdej atrakcji przez dziecko.


 Nie mam zdjęć z Happy Baby. Obeszliśmy je dookoła w zaledwie kilkanaście minut, zatrzymując się przy niektórych stoiskach na chwilę, zbierając multum ulotek (po co rozdają reklamówki krzeseł biurowych na targach dla dzieci?) i pomknęliśmy dalej, na Hobby bodajże - tu już było ciekawiej dla Martynki, chociaż i tak bez szału... Prawie same makiety z kolejkami. Przy piątej zaczęła się już lekko nudzić.






Do części Zoo nie dotarliśmy. Trzeba było się wrócić do stoiska szpitala, bo - o dziwo, załapaliśmy się na usg! Mieliśmy przyjść za mniej więcej godzinę, więc przyszliśmy. I czekaliśmy chyba jeszcze z półtorej... To był jakiś koszmar powiem wam. Mając numer trzydzieści, zasiedliśmy na krzesłach celem oczekiwania na wejście gdy do środka wchodził 27. I to nie to, że tyle czasu się w środku siedziało. Co chwilę przychodził ktoś spóźniony! Organizacja tego typu przedsięwzięcia powinna być dużo bardziej dopracowana. Spóźnialscy momentalnie wylatują na koniec kolejki, a nie że my tutaj czasu pilnujemy, stawiamy się punktualnie, a ci sobie przyjdą kiedy przeminął ich numer już dawno i wchodzą bez czekania. A kilka par również oczekiwało na to usg już ze starszymi pociechami, które koszmarnie się przecież nudzą siedząc bezczynnie i czekając. Bo ile można kolorować udostępnione tam kolorowanki..?

Podsumowując - mam nadzieję, że Happy Baby zostaną bardziej dopracowane. Żeby chciało się tam wracać za rok! Że będzie więcej ciekawych wystawców (tylko nie typu Prudential czy Douglas..) Że będzie więcej atrakcji dostępnych dla każdego dziecka. Że będą fajniejsze gratisy/reklamówki/próbki - bo póki co to na PGA Marcin dostawał tego o wiele więcej i atrakcyjniejsze nawet dla Martynki, niż tutaj było na targach dziecięcych... Bo za masę ulotek czy balonów reklamowych na patykach - ja podziękuję.

0 komentarze:

Prześlij komentarz