03.11.2015

Prezenty dla czterolatka

Czwarte urodziny to już nie przelewki. Nasz Maluch z reguły ma już własne zdanie co do tego, co chciałby dostać w prezencie. Martynka cztery świeczki na torcie zdmuchnęła przeszło dwa tygodnie temu, więc wstępnie już możemy napisać, co z podarowanych jej prezentów się sprawdziło, a co nie.



Rower. Taki duży, z pedałami i - niestety - bocznymi kółkami. Miałam zupełnie inny plan nauczenia Martynki jeżdżenia na tego typu sprzęcie. Nie wyszło, bo kilku rzeczy po drodze nie przewidziałam. Tak więc póki co Martynka zasuwa na czterokołowcu, a na wiosnę będziemy się bocznych kółek pozbywać.



Klocki Lego. U nas to już nie są Duplo. Martynka "zasmakowała" w Lego Friends i wszystko wskazuje na to, że kolekcja zacznie się regularnie rozrastać. Póki co stawiamy na zestawy, które można wspólnie zbudować i one takie zbudowane zostają, gdyż z rozłączaniem tych najdrobniejszych elementów Martynka ma jeszcze problem. A z okazji urodzin do kolekcji dołączył zestaw z Lego Elves.


Puzzle. Tych nigdy za wiele! Odkąd Czuczu na swym instagramie pokazał serię Mini Puzzli wiedziałam, że musimy je mieć! Zakochałam się w ich wzorach i miałam ciężko orzech do zgryzienia przy wyborze. Ostatecznie postawiłam na Jeżyki i Jelonki.


A Mapa Polski Trefl wpadła mi w oko już dawno. Wiedziałam że będzie strzałem w dziesiątkę i nie pomyliłam się.


Mikrofon. To dla małej gwiazdy obowiązkowy element do występów scenicznych. Niby chcieliśmy taki zwykły, plastikowy, z pogłosem, co to lata temu się je w pudłach z zabawkami miało, jednak ostatecznie Martynka dostała coś dużo fajniejszego! Działa na baterie, szałowo się świeci po włączeniu, można w nim uruchamiać podkłady muzyczne, oklaski, a także podłączać empetrójkę i swoje melodie puszczać.


Lalka. Nie będę pisać ile lalek mieszka w Martynki pokoiku. W każdym razie Elsy jeszcze nie miała. O Elsie marzyła od pierwszego ujrzenia jej w sklepie z zabawkami. Elsomania trwa u nas od długich miesięcy i nic nie wskazuje na to, aby miała tak prędko się skończyć. Elsa to był wymarzony prezent. Martynka włącza ją, trzyma za ręce i tak tańczą i śpiewają, tańczą i śpiewają bez końca.


Samochody. To nie tylko prezent dla chłopców! My mamy ich całkiem sporą już kolekcję, najwięcej tych małych resoraków kupowanych przy każdej wizycie w sklepie z zabawkami - Martynka bardzo lubi się nimi bawić. Od jakiegoś czasu Martynka się jeszcze bardziej interesuje samochodami. Rozpoznaje ich marki na ulicy czy też w telewizji, a najbardziej ulubionym samochodem stał się Lexus. Nie mam pojęcia dlaczego? Martynka zapytana kilka tygodni temu co chciałaby dostać w prezencie urodzinowym, wymieniała Elsę i Lexusa. Niestety, na zakup tego w wersji oryginalnej funduszy obecnie brak i pewnie brak będzie jeszcze przez najbliższy czas (a może ktoś ma na zbyciu Lexusa do testów? :D), dlatego w urodzinowej paczce prezentowej znalazł się Lexus w wersji zabawkowej.


Koń na biegunach. To też był wymarzony prezent. Martynka konie uwielbia i na wiosnę już na pewno trzeba ją na regularne jazdy zapisać. Póki co opowiadała, że chciałaby takiego co się buja. Dała mu nawet imię jeszcze zanim go na oczy zobaczyła. I tym sposobem Mistral zamieszkał u nas w domu. To duży koń - prawdopodobnie największy z dostępnych na allegro, a trochę ich tam przejrzałam w poszukiwaniu tego najodpowiedniejszego właśnie. Martynka bowiem jest wysoką dziewczyną i nie było sensu zakupu niższego konia. Mistral będzie towarzyszył jej z pewnością przez długie lata.


Gra planszowa. Chociaż właściwie to nie wiem, czy ten typ gier do planszowych się zalicza. Latający Louie którego Martynka dostała jest plastikowy i trzeba go najpierw zbudować :) Louie lata w swoim samolocie i chce strącić kurczaki z naszego kurnika, a my nie możemy do tego dopuścić. Wygrywa osoba, która nie straci wszystkich kurczaków. Bardzo fajna gra!


A teraz coś, czego nie polecamy. Air Hogs COBI. Był pierwszym prezentem jaki kupiliśmy. Zdalnie sterowany, jeździ, skacze i lata, a także strzela plastikowymi strzałkami. Planowaliśmy helikopter, właściwie to Martynka z Marcinem planowali, mnie jakoś tego typu zabawki nie bawią. I przy którejś z wizyt w sklepie z zabawkami rzucił nam się w oczy on. A raczej przecena w jakiej był - bardzo duża przecena. Szybkie wygooglanie co to w ogóle za zabawka, obejrzenie filmiku na youtube. I kupiliśmy. W domu w nocy przetestowaliśmy, zdziwiła mnie bardzo jego lekkość i piankowe koła, no ale ok skoro jeździ i lata musi być lekki. Zapakowaliśmy, w urodziny Martynce daliśmy. Pobawiliśmy się nim może łącznie z godzinę, dwie. I padł na amen. Przestał jeździć, przestał latać. Kręcił się w kółko i nic nie dało się z nim zrobić. Obecnie przebywa na gwarancji. Czekamy na zwrot pieniędzy prawdopodobnie. I zainwestujemy w zwykły helikopter, a nie urządzenie 3w1 - bo jak widać, jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.


0 komentarze:

Prześlij komentarz