12.12.2015

Oliwia

Dwa tygodnie i trzy dni temu nasza rodzinka powiększyła się. I nareszcie jest w komplecie. Jeżeli śledzicie nas na instagramie czy też facebooku już dawno o tym wiedzieliście, ale jeśli nie - poznajcie Oliwię.


Oliwia to kopia Martynki. Wygląda identycznie jak ona w jej wieku (przez co zdarzyło mi się do niej powiedzieć Martynko, nie raz nawet). Jest bardzo wymagającym bobasem, do zasypiania obowiązkowo nosić i lulać (choć coraz częściej udaje się zasnąć przy szumie). Dużo śpi, dużo je i jeszcze nie odróżnia dnia od nocy - przez co bywały dni które przespała w całości, z pobudkami tylko na jedzenie, za to nocami za nic usnąć nie chciała.

Oliwia nie ma łatwego startu, niestety. Raz zarobiła w nóżki prawdopodobnie z telefonu, który wysunął się Martynce z rąk kiedy wskakiwała na nasze łóżko na którym młodsza siostra leżała. Raz dostała kostką do gry prosto w czoło. Martynka nie zawsze jeszcze pamięta, że w jej towarzystwie trzeba wszystko ostrożniej robić i np rzeczoną kostką kulać po podłodze, a nie z podrzutu. Aczkolwiek stara się bardzo, to trzeba jej przyznać.

A jak zareagowała Martynka?
Bardzo pozytywnie. Na chwilę obecną nadal jest Oliwką zachwycona (takie mam wrażenie). Pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Martynka gdy przyjechaliśmy do domu ze szpitala, było pochowanie swoich zabawek - żeby czasami Oliwia ich nie zjadła, a wyjęcie jej grzechotek z pudła. Nie spodziewała się, że ona jeszcze zjadać i porywać nic nie będzie, chociaż uprzedzaliśmy ją że dzidziusie to tylko leżą i praktycznie wcale się nie ruszają.

A ja? Wytęskniłam się ogromnie za Martynką podczas pobytu w szpitalu. Ku mej rozpaczy znów trafiłam na patologię ciąży, mimo że przez cały dzień skurczy myślałam, że jedziemy na porodówkę. Chciało mi się z tego powodu ryczeć i krzyczeć, bo mówili, że już mnie do porodu pewnie nie wypuszczą - a ten jak wiadomo, nigdy nie wiadomo kiedy będzie.. Na szczęście Oliwii się spieszyło na ten świat. Bardzo się spieszyło.

0 komentarze:

Prześlij komentarz