30.12.2015

Zagłodzisz mnie w imię karmienia piersią?

Mamy kryzys. Kryzys laktacyjny 5/6 tygodnia, co wygooglałam że jest zupełnie normalne. I przejściowe. I trzeba to po prostu przetrwać. Zaczęło się przedwczoraj, dość niepozornie. Chociaż nie, raczej powinnam napisać - zaczęło się przedwczoraj, bardzo, bardzo, BARDZO głośno.


Pięć godzin krzyku. Wrzasku raczej, który dawał się ukoić tylko na krótkie chwile, podczas lulania, w trakcie którego Oliwia przysypiała. Przysypiała na 2-3, w porywach do 5 minut, by zaraz się obudzić z krzykiem. Przedwczorajszy wieczór był dla mnie straszny. A najgorsze, że nie wiedzieliśmy o co chodzi. Analiza: co takiego przez cały dzień jadłam, bo może to boli brzuszek, nie wniosła nic do sprawy - nie miałam w ustach nic nowego. A jednak skądś ten krzyk wziąć się musiał...

Pięć godzin wrzasku połączonego z płaczem. Przystawiania do piersi, której nie chciała Oliwia zassać. W ogóle nie próbowała. Dlatego wtedy zupełnie nie powiązałam tego z głodem. Jednak wczoraj sytuacja się powtórzyła. Od 17 do 20 krzyk, płacz, chwila oddechu, przysypianie na rękach, by zaraz znów podnieść głosowy alarm. O co może chodzić? Przystawianie do piersi nie wnosi nic nowego do sprawy - Oliwia znów nawet nie próbuje zassać. Dziwna sprawa, myślę. Cały dzień ładnie jadła, a teraz nie chce. Dlaczego... W końcu moje akrobacje aby ją uspokoić i w miarę nie płaczącą przystawić, bo może ma problem z zassaniem przez krzyk, przyniosły rezultat. Złapała, possała, próbowała wyrwać mi sutka szarpaniem i wypluła. Z drugą to samo. I znów próba przy pierwszej, przy drugiej i jeszcze raz pierwszej. Niestety to samo. I znów Oliwia podniosła alarm. Analiza sytuacji: kiedy ona ostatni raz jadła? Coś koło 16. Jest prawie 20. Chyba powinna być już głodna..? Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka - ona na pewno chce jeść!

Szybko mleko. Szukanie butelki, gotowanie i studzenie wody. Uspokojenie Oliwii zajęło kilka minut, ale w końcu przestała płakać. Butla w dzióbek. Wypluta, zabawny grymas na jej ślicznej buźce ewidentnie mówił "co to ma być za świństwo?". Ale zaraz się dzióbek otwiera znowu. Zasysa butelkę. Trochę się krztusi, ale pije. Wypija całe 60ml. I co robi?
Zasypia.. Zapada w błogi sen, nareszcie spokojna.
I co robimy my?
Dzielimy się obowiązkami jak zawodowcy: ja sprawdzam internet w poszukiwaniu sposobów na rozkręcenie laktacji, M sprawdza kuchnię w poszukiwaniu laktatora. W końcu znajduje, myje go szybko i pakuje do sterylizatora. Ja w końcu znajduję pewne sugestie dotyczące kryzysów laktacyjnych. Dostaję też trochę odpowiedzi na instagramie, co robić. Wszystko sobie zapisuję i do każdego postanawiam się stosować.
Z wyjątkiem jednego...

Karmienie z butelki. Pomimo że chciałam tego uniknąć jak długo się da. Pomimo że [podobno] jest zabronione w kryzysach laktacyjnych. Nie potrafię nie sięgnąć po ten sposób podania dziecku mleka. Moje dziecko maleńkie, Okruszek mój najdroższy rozdziera me serce krzykiem, że jest głodny. I ja mam mu nie dać jedzenia?

Tytuł tego posta jest przesadzony oczywiście. Nikt przecież dziecka nie zagładza. I być może faktycznie nie ma powodów do podawania tej butelki, bo tak grzmią na wszystkich stronach. Ja jednak nie umiem słuchać tego płaczu. Tego wrzasku, który zapewne gdyby tylko Oliwia umiała mówić, brzmiałby zupełnie inaczej. Coś w stylu "mamo proszę daj mi jeść". I mam odmówić..?

Być może gdyby Oliwia chciała się przyssać do piersi i być przy niej tak długo aż zacznie mleko lać się strumieniami, nie byłoby problemu. Nie byłoby w ogóle tematu, tylko może trochę narzekałabym, że coś długo ssie. Jednak ona jest zupełnie niezainteresowana w takich chwilach. Jest głodna, chce jeść od razu.
Dziś wieczorem znowu była awantura z tego powodu. Dostała w butli to, co wczoraj odciągnęłam. Zjadła z tego prawie 80ml. Odłożona na swą miejscówkę nocną pod ścianą dostała cyca. Przyssała się od razu i tak sobie leżała dobre 10 minut ciumkając co jakiś czas i przysypiając. I wyciumkała chyba dość sporo przy okazji. Zasnęła na godzinę, po czym postanowiła obudzić się na serwis bobasa - czytaj na zmianę pieluchy. Prawdopodobnie, jako że przed 60 minutami zjadła dużo z butli, nie było płaczu. Przebraną odłożyliśmy z powrotem do spania i znów dostała cyca. Najpierw jednego, później drugiego. Z na wpół zamkniętymi oczkami opróżniła oba. Później stałam się smoczkiem - leżała tak sobie przy cycu i ciumkała zasypiając. Jakieś 10 minut to trwało i znów zaczęła przełykać, więc coś wyprodukowała.

Mam w pamięci jak to było z Martynką. Mniej więcej w tym samym czasie, czyli ten sam kryzys wtedy trwał. Daliśmy jej butlę i to był początek końca karmienia piersią. Wiem, że tym razem może być podobnie. Choć jestem dobrej myśli i mam zupełnie inne nastawienie niż wtedy, mam też świadomość że jak spróbuje butli to może już nie chcieć wrócić do piersi. Chciałabym karmić Oliwię jak najdłużej, ale nie kosztem tego, że ona przez kilka godzin krzyczy z głodu. Bo przecież najważniejsze, żeby ona była zadowolona. Żeby miała pełny brzuszek.

0 komentarze:

Prześlij komentarz