11.01.2016

Aktualizacja oprogramowania bobasa, czyli skoki rozwojowe

O skokach rozwojowych słyszał zapewne każdy rodzic. Albo przynajmniej każda mama (bo to raczej my przeczesujemy internet pchane pędem do zdobycia jak największej wiedzy o rozwoju maleństw). Skoki mają to do siebie, że o ich wystąpieniu dowiadujemy się już po fakcie. Mają także to do siebie, że można na nie zrzucić każdy nieznanego pochodzenia płacz, krzyk, czy jakiekolwiek nietypowe dotychczas zachowanie malucha.


Dziecko płacze, mimo suchej pieluchy, pełnego brzuszka i wyspania? Na pewno ma skok rozwojowy. Nie chce jeść, grymasi i nie ma humoru? To zapewne skok. Albo wręcz przeciwnie - ma niespożyte pokłady energii (to raczej w przypadku trochę starszych), to też pewnie wiąże się ze skokiem. No fajne są te skoki powiem wam! Wszystko można nimi wytłumaczyć. Idziesz w odwiedziny do znajomych, a maluch nie daje się uspokoić i ciągle płacze - powiesz, że to skok rozwojowy i jesteś usprawiedliwiona ;)

A tak serio - jak wiadomo, po takich skokach rozwojowych nagle nasz maluszek robi rzeczy, których nie robił wcześniej. Jakby coś mu w główce nagle zaskoczyło, nagle ni stąd ni zowąd odkrywa nowe umiejętności, a my przyglądamy się temu z boku i gęba nam się sama cieszy na ten widok. Prawda? Marcin mówi, że to aktualizacja oprogramowania bobasowego. No coś w tym jest ;)

Dlaczego o tym piszę?
Bo Oliwia pierwszy skok rozwojowy ma już za sobą. Z przesypiającego całe dnie bobasa nagle, na dwa dni zmieniła się w odmawiające drzemek, częściej krzyczące i płaczące stworzonko. Tego drugiego dnia zaczęłam być przerażona - bo jak to, taki maluch tylko pół godziny przez cały dzień pośpi?? Jakoś zupełnie nie powiązałam tego ze skokiem. A jednak... Trzeciego dnia rano Oliwia budzi się i zaczyna uśmiechać się do nas. Zaczyna wydawać różne dźwięki, a jej rączki i nóżki ruszają się tak szybko, jakby chciała wystartować i gdzieś pobiec. Zaczyna uważniej obserwować otoczenie, a największym zainteresowaniem darzy grzechotki, które Martynka chętnie jej pokazuje. Wyjęliśmy więc matę edukacyjną, pałąk do leżaczka, książeczki kontrastowe. Wszystko to teraz wypełnia Oliwii wolny czas pomiędzy kolejnym spaniem - które też już lekko się jakby stabilizuje. Już nie przesypia całego dnia, ma dwie krótsze drzemki w domu i jedną długą na spacerze. A przez resztę czasu wesoło głuży (jak to mówią, choć ja nie mam pojęcia co to słowo oznacza ;)), macha rączkami i nóżkami, wodzi wzrokiem zwłaszcza za Martynką i staje się coraz bardziej interaktywnym stworzonkiem. I nawet odkryła już, że ma rączkę. Czekamy niecierpliwie aż odkryje drugą :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz