04.02.2016

Codzienność z dwójką

Nie jest łatwo. No nie jest, co będę ściemniać. Pół biedy jeżeli tylko kilka godzin jesteśmy we trzy. Albo jeśli Martynka jest w przedszkolu. Ale jak przychodzi nam spędzić w swym towarzystwie praktycznie cały dzień i to tak przez tydzień - jest kiepsko..


Martynka dużo rozumie i dużo pomaga. Ale kiedy coś razem robimy, a Oliwia zaczyna krzyczeć bo chce spać, a sama nie zaśnie, widzę że ma do mnie żal. Bo muszę iść do Oliwii, spędzić z nią kilkanaście/kilkadziesiąt minut, a Martynka w tym czasie musi zająć się sama sobą. Czasem prosi mnie, bym została, a mi się serce kraje w takich chwilach. Bo co zrobić, kiedy przecież obie są najważniejsze, ale jednak młodszej poświęca się uwagę wtedy, gdy obie naraz tego wymagają. Bo nie zostawię przecież płaczącej Oliwii na pastwę losu.


Kiedy tylko jest ku temu okazja, spędzamy czas same, we dwie, zamykamy się w jej pokoju i bawimy we wszystko po trochu. Tak na zapas, bo niestety za dużo tego czasu nie ma. Kiedy Oliwia nie wymaga uwagi, trzeba jeszcze też zrobić coś do jedzenia. Co nieco ogarnąć w domu. Jakieś pranie włączyć i później rozwiesić. Aczkolwiek zawsze najpierw wtedy jest Martynka. Stąd ta góra prania w łazience, meksyk w garderobie i nieposprzątana kuchnia.





Nie jest łatwo, a jeszcze ten czas ucieka jak szalony. Ledwo wstaniemy a mam wrażenie że już jest południe, że zaraz jest wieczór.. Staram się w tym wszystkim poukładać jakoś tę naszą nową codzienność, niestety Oliwia nie współpracuje wcale. Śpi jak chce - raz zaśnie na 15 minut, innym razem na dwie godziny. Raz da się odłożyć do łóżeczka, innym razem jak tylko ją puszczę otwiera oczy. Myślałam, że uratuje nas chusta, ale ona ewidentnie nie lubi być wiązana. Jak tylko próbuję ją zachustować, jest ryk i krzyk. Wygina się na wszystkie strony, macha intensywnie nóżkami i rączkami. Samodzielnie nie jestem w stanie jej w chustę włożyć.. Boję się, że mi spadnie z rąk. A szkoda, bo jak już zaśnie w niej, to z reguły śpi po trzy godziny.


Martynka czasem siada przy Oliwii i rozmawiają. I pokazuje jej zabawki, książeczki. Czasem kładzie się obok niej na macie i opowiada. Chciałabym, aby miały ze sobą jak najlepszy kontakt. Aby się kochały, aby w przyszłości bawiły się razem. Niestety Martynka nie zawsze jest już do niej tak pozytywnie nastawiona. Czasem powie, że nie chce płaczącej siostry. Że denerwuje ją ten ciągły ryk. Bo Oliwia jak już płacze, to konkretnie i długo.. Rozmawiamy z Martynką, ona niby rozumie. Niby wie, że to nie będzie trwało wiecznie. Ale jakoś tak bez entuzjazmu już do tego podchodzi. Często kładzie się na podłodze i mówi, że jej smutno. A ja chciałabym móc spędzać z nią więcej czasu, bo wiem że tego najbardziej jej brakuje.


Wielbię to przedszkole. Znowu. Martynka chodzi tam z uśmiechem i z uśmiechem wraca. A ja drżę, bo wiem że jak zachoruje, to przed nami będą co najmniej dwa tygodnie w domu. Bez spacerów. Tylko we trzy. I szczerze mnie to przeraża!


Niecierpliwie czekam, aż Oliwia zacznie się przemieszczać. Będzie wtedy chciała spędzać czas na podłodze, taką mam nadzieję. Choć zapewne jak już ten moment nastanie, będzie jeszcze gorzej, bo będzie do Martynki wchodziła, psociła się niespecjalnie, a Martynki irytacja sięgnie zenitu. A może wcale tak nie będzie..? No, zobaczymy.


Pierwsze emocje poporodowe już opadły, moje ciche marzenie o trzeciej dziewczynie oddaliło się, bo jakoś sobie przestałam to wyobrażać w jasnych barwach. Zaczęłam podziwiać mamy, które mają więcej niż dwójkę. Wasza doba chyba musi być rozciągnięta podwójnie, albo macie przyrząd do zatrzymywania czasu..?

0 komentarze:

Prześlij komentarz