13.02.2016

Historia pewnych książek

O fenomenie kontrastowych książeczek słyszałam nieraz, jednak trochę za późno aby się przekonać na własnej skórze jak to działa. Martynka bowiem była już chodzącą i mówiącą panną, gdy pierwszy raz wpadły mi w oko gdzieś w internecie kontrastowe karty. Wcześniej nie miałam pojęcia o istnieniu takiego wynalazku..


No i jakoś tak to było, że później wyleciało mi z głowy że coś takiego jest. Wpadło do niej z powrotem gdzieś mniej więcej w połowie ciąży z Oliwią. I zapragnęłam je wypróbować na tej naszej najmłodszej pocieszce. Jakaż była ma ogromna radość wiem tylko ja, gdy pewnego dnia Wydawnictwo Galaktyka podarowało nam cały ich zestaw.


Książeczki przeznaczone są dla dzieci od trzeciego miesiąca życia - tak umownie rzecz jasna. Oliwia "czyta" je już mniej więcej od dwóch tygodni, czy może nawet troszkę dłużej (tzn jakoś po skończonym drugim miesiącu zaczęliśmy pokazywać jej książki). Wiecie jak one na nią działają? Dość niezwykle. Niesamowicie nawet. Ja się nie spodziewałam, że aż tak bardzo będą przykuwać jej uwagę. No bo wiadomo, że dziecko tak maleńkie zainteresowane jest wszystkim, co je otacza. Skupia wzrok na każdej prawie rzeczy, zwłaszcza na tych o intensywnych barwach, bo je podobno widzi najlepiej. Ale gdy otwieramy książeczki, Oliwia jak zaczarowana przestaje się ruszać (a żebyście widzieli jak ona się już rusza... Nóżki i rączki fikają non stop, prawie bez przerwy, taka chwila bez ruchu gdy nie śpi zdarza się chyba tylko przy oglądaniu tych książek), robi wielkie oczy, otwiera usteczka tak zabawnie i patrzy. I patrzy w takim skupieniu, no ewidentnie widać, że jej się to bardzo podoba.


Ale wiecie co jest najlepsze? Że gdy rozkładam matę, lub też kocyk na podłodze, ustawiam dwie-trzy książeczki otwarte obok siebie i kładę Oliwię na brzuszku - ona patrzy. Leży i wpatruje się w każdą po kolei. Jest to dość niezwykłe, bo ona z tych niebrzuszkowych dzieci, zupełnie jak dawniej Martynka. W tej pozycji bardzo szybko płacze, ale nie z książeczkami! Mając je przed sobą leży na brzuszku i patrzy jak zaczarowana, nawet kilka minut tak potrafi pokontemplować nad nimi, a to jest bardzo dużo jak na nią. I ta obserwacja skłoniła mnie do napisania tego wpisu, który właśnie czytasz. Jeżeli masz niemowlę co nie lubi na brzuszku przebywać, spróbuj mu pokazać kontrastowe książeczki - może też go oczarują i uprzyjemnią brzuszkowe ćwiczenia?

Z tego zestawu który mamy, moimi ulubionymi są "Kołysanka" i "Na Plaży". Martynka preferuje "Groszki" i "Kwiatki", a Oliwia póki co musi się dostosować do tego, co jej osoba pokazuje :)
Możesz zobaczyć jak one wyglądają w środku w naszych recenzjach: klik i klik.
A tutaj sprawdzisz, gdzie kupić je można najtaniej: klik.

0 komentarze:

Prześlij komentarz