27.02.2016

Przedszkole, grypa i karmienie piersią

I przyniosła Martynka z przedszkola grypę. Taką poważną, z wysoką gorączką przez kilka dni, z duszącym kaszlem i zatkanym noskiem co uniemożliwiało oddychanie.. Chodzą słuchy, że była to ta sławetna świńska grypa - bo pośrednio miała kontakt z dziećmi zarażonymi. Badań nie robiliśmy, Martynka grypę przechorowała w domu, ciężko bo ciężko ale udało się wrócić do zdrowia. Lecz niestety, zaraziła mnie...

źródło: pixabay.com

Nie sposób odizolować w domu chorej Martynki od maleńkiej Oliwki. Ona wie, żeby nie dotykać siostry zwłaszcza po rączkach i buzi. Żeby nie kaszleć na nią i nie psikać. Ale przecież już sam fakt przebywania w jednym pomieszczeniu może spowodować zarażenie.

Więc kiedy Martynka miała prawie 40 stopni temperatury, która dała się zbić na chwilę ale zaraz znowu rosła do horrendalnej wartości, kiedy nie miała sił nawet jeść, miała sine oczy i skarżyła się na ból rąk i nóg - nie dość, że przerażona jej stanem bałam się iść spać, to jeszcze podwójnie bałam się o Oliwię. Bo ona malutka przecież, ona nie może chorować, w jej przypadku od razu szpital... I kiedy kolejnego dnia przyszła do nas na wizytę nasza pani doktor i bez cienia wątpliwości stwierdziła grypę, a na pytanie co z małą odpowiedziała, że ciężko będzie jak się zarazi, że z miejsca szpital, byłam przerażona jeszcze bardziej. Ale chyba najbardziej bałam się, gdy grypa dopadła mnie.

W czwartek rano czułam lekkie drapanie w gardle, by tego samego dnia wieczorem zwalił mnie z nóg ból całego ciała i gorączka z dreszczami... No grypa jak nic. Szybko internet, bo nie wiem co mogę brać. Okazuje się, że całkiem dużo mogę. Ale tego wieczoru paracetamol musiał wystarczyć, wolałam się jednak skonsultować z lekarzem. W piątek z samego rana telefon do naszej pani doktor, zanotowanie zaleceń i wysłanie Marcina do apteki. Witamina C i wapno, a w przypadku temperatury powyżej 39 ibuprofen. I to na razie tyle. I jak najmniej dotykać Oliwię.

Jednak musiałam, dla bezpieczeństwa, zadać to pytanie - czy jak mam grypę, mogę karmić piersią?
Potwierdziły się moje przypuszczenia. Jak najbardziej można, a nawet trzeba! W momencie gdy jestem chora, mój organizm produkuje przeciwciała do walki z wirusami, które Oliwia wypija wraz z mlekiem. Dzięki temu jej organizm jest odporniejszy już na samym początku, kiedy jeszcze nie jest zarażona - a co za tym idzie wcale nie musi się zarazić!

Martynka walczyła z grypą ponad dwa tygodnie. Ja - zaledwie dwa dni. Nie wiem jak to możliwe, ale kiedy w ten piątek dwa razy wzięłam ibuprofen, bo rano miałam 39 a wieczorem prawie 40, poszłam spać i obudziłam się już w dużo lepszym stanie, ale jeszcze sobotę spędziłam w łóżku, za to w niedzielę byłam już praktycznie okazem zdrowia.
Oliwia nie zaraziła się. Być może wpływ na to miał także fakt, że nie zbliżałam się do niej odkąd tylko objawy u mnie wystąpiły, przed każdym karmieniem dokładnie myłam ręce, zakładałam maseczkę, a na bluzkę w miejscu którego dotykała, kładłam pieluchę tetrową.
Nawet nie wiecie, z jak wielką ulgą odetchnęłam, gdy u Martynki pozostał już tylko katar, ja się czułam już rewelacyjnie, a Oliwia nadal zdrowa.

Nie wiem, jaką grypę miałyśmy - zwykłą, świńską, czy jeszcze jakąś inną. Wiem, że teraz na pewno będziemy się na nią szczepić. Nie chciałabym więcej widzieć Martynki w takim stanie, ani Oliwii, ani też przeżywać drgawek gorączkowych i spać pod dwoma grubymi kołdrami i mimo to czuć jak mnie z zimna telepie... W jesienny harmonogram zadań będziemy wpisać szczepienie przeciw grypie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz