28.05.2016

Mama

To był piąty Dzień Mamy, który obchodzę od tej drugiej strony - w roli mamy. Piąty rok z rzędu, taka mała okrągła rocznica, a jednak nie bardziej wyjątkowy niż każdy poprzedni. Chociaż może odrobinę, bo w tym roku mam dwie istotki które sprawiły, że mogę ten dzień świętować podwójnie.

Kiedyś się bałam. Kiedyś, kiedy jeszcze Martynka była Kropkiem rosnącym w moim brzuchu. Byłam odrobinę mocno przerażona wizją bycia odpowiedzialnym za Kogoś. I bałam się - bo co, jeśli będę kochać tego Człowieczka za mało..? Kropek rósł, ruszał się, a ja coraz bardziej nie mogłam się doczekać aż będzie po drugiej stronie brzucha. A zarazem coraz bardziej się bałam...
I wtedy nadszedł dzień, w którym postanowiła przyjść na świat. Dzień, na którego wspomnienie jeszcze długo później robiło mi się słabo. Ale był to bez wątpienia cudowny dzień. Dzień, w którym stałam się Mamą...
Kiedy w moim brzuchu zamieszkał Kropek numer dwa, znów przyszedł strach. I nie tylko Ten Strach, ale także jak bumerang powrócił strach o to, czy będę potrafiła tego Kropka pokochać tak bardzo, jak Martynkę... Niby miłość się mnoży, gdy się ją dzieli - ale czy na pewno..? Bałam się, że Kropek numer dwa, choć tak bardzo wyczekiwany, będzie jednak trochę poszkodowany. I znów nadszedł ten dzień. Tak podobny, ale zupełnie inny od pierwszego. I znów gdy małe, cieplutkie, pachnące ciałko trafiło w me ramiona - wszystko przestało się liczyć.
Nie można nie kochać swojego dziecka. Nie można nie kochać dzieci różnie. Obie uwielbiam tak samo mocno.
I choć nigdy nie lubiłam dzieci, zawsze chciałam mieć swoje. Dwoje. Córeczki. Kocham je ogromnie i jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogę być ich mamą. Że mam tak cudowne istotki. Moje dziewczyny.

0 komentarze:

Prześlij komentarz