27.06.2016

Oliwka ma już 7 miesięcy

Siedzę i wspominam, jak to było gdy Martynka była w jej wieku. Cztery lata temu też było Euro, też poniekąd historyczne bo organizowane częściowo w Polsce - ale nie aż tak bardzo historyczne jak to tegoroczne ;) Martynka była już wtedy małym pełzakiem, ale ona wtedy w czerwcu była starsza ponad miesiąc od Oliwki obecnej. I tak sobie myślę - jejjj, za miesiąc Oliwka też może pełzać, a może i już czworakować... Taka już duża, choć zarazem niezwykle malutka.


23.06.2016

22.06.2016

20.06.2016

Kiedy przedszkolak jedzie na wycieczkę

Nie był to pierwszy raz, gdy Martynka wraz ze swoją grupą pojechała na wycieczkę. Ale pierwszy raz, kiedy to zdenerwowałam się niewyobrażalnie..

źródło: pixabay.com

Wycieczka przedszkolna - zmora matek debiutujących przedszkolaków... I niech napisze że nie mam racji ta, która nie była przerażona pierwszym wyjazdem autokarem, tymi kilkoma godzinami w obcym miejscu, pod opieką pań nauczycielek. Ja byłam przerażona, próbowałam znaleźć sobie jakieś zajęcie co by nie zastanawiać się ciągle co robią, gdzie są, czy wszystko jest okej, zajęcie przy którym czas szybciej by mi zleciał, ale ciężkie to było. Od tej pierwszej wycieczki trochę czasu minęło, niby im dalej w las tym łatwiej, im częściej jeżdżą tym już się tak nie myśli, jednak są sytuacje, które znów wywołują przerażenie. Jak na przykład pierwsza wycieczka 50 kilometrów za miasto, godzina drogi autokarem w jedną stronę, a na dodatek wycieczka z której odebrać ma się dziecko prosto z autokaru. I spore spóźnienie z porą tego odbioru...

Bo to jest tak, że gdy ten wyjazd odbywa się w trakcie trwania zajęć i powrót jest w ciągu dnia, tak że dzieciaki wracają do sali i dopiero później po nie przychodzimy, to jest okej. O ewentualnych opóźnieniach nawet nie wiemy, czy wrócą o 12 czy o 13 to nie ma dla nas różnicy, bo idziemy po nie na przykład o 15 i zastajemy bawiące się w sali. Problem zaczyna się, gdy wycieczka zaplanowana jest na południe, tak daleko na dodatek, więc przewidują powrót za kilka godzin. I ustalona zostaje godzina o której rodzic ma się stawić na przedszkolnym parkingu, lecz co by za długo tam nie czekać, pani wychowawczyni w momencie wyjazdu napisze do wszystkich smsa.
15:00 na zegarze. Myślisz sobie, no jeszcze troszkę i zaraz powinni wyjeżdżać. 15:30, czekasz na smsa bo za godzinę przecież powinni być. 15:40, sprawdzasz czy telefon się nie rozładował, czy nie jest wyciszony czasem. 15:50, wykonujesz próbne połączenie do kogoś co by zobaczyć, czy komórka na pewno działa. 16:00 - zaczynasz się denerwować, bo jak to tak nadal nic... Kontaktujesz się z inną mamą celem potwierdzenia, że wiadomość wysłana nie została, bo zaczęłaś już myśleć, że może zły numer podałaś. Nie, nie było smsa. Czujesz, że zaczynasz siwieć z nerwów...
Tak tak, to przecież oczywiste że to duża grupa dzieci, że nim się zabawa tam na miejscu skończy, nim się wszyscy w ten autokar spakują to minie dużo czasu, bardzo dużo i że ta godzina powrotu to taka bardzo orientacyjna. Przecież po to miały być wysyłane smsy z momentu wyjazdu, aby mniej więcej za godzinę czekać a nie przyjeżdżać bez sensu wcześniej i siwieć tam na miejscu pod przedszkolem, że jeszcze ich nie ma. Ale jak się jest matką przewrażliwioną, to te pół godziny opóźnienia robi kolosalną różnicę... I różne myśli po głowie chodzić zaczynają. Zaplanowałaś w między czasie już, że na następną taką wycieczkę na pewno nie pojedzie, ale za chwilę uświadamiasz sobie że przecież ma już pięć lat to twoje małe słoneczko. I musi zacząć się usamodzielniać, odkrywać świat nie tylko u twego boku. I jeszcze nagle pięć minut później telefon od tej mamy z którą się smsy pisało - widzisz jej numer, nie pisze jak wcześniej tylko dzwoni, myślisz - ja pierr... coś się stało.. A ona dzwoni żeby powiedzieć, że właśnie smsa dostała że za godzinę będą. Rozłączasz się i widzisz, że w trakcie rozmowy też przyszedł do ciebie sms. Oddychasz z ulgą i za chwil kilka pędzisz jak na skrzydłach. I czekasz tam na miejscu, czekasz, a autokar się spóźnia. Jednak wśród innych rodziców jakoś czeka się już łatwiej i żadne głupie myśli do głowy nie przychodzą. W końcu widzisz autokar, idziesz odebrać malucha i oddychasz już z całkowitą ulgą.
Do czasu następnej wycieczki...

18.06.2016

Nie noś, bo przyzwyczaisz!

Ile razy słyszysz: nie noś, nie kołysz, przyzwyczai się i będziesz mieć problem. Uśpisz na rękach, to ci nie zaśnie już w inny sposób. A niech no tylko się zdarzy, że odłożysz na matę i zaraz zacznie płakać - bo głodne, zmęczone, cokolwiek... Niech wtedy będą w pobliżu te ciotki dobre rady, to się nasłuchasz! No widzisz, masz za swoje! Nosisz na okrągło to ciągle tego chce! Biegniesz na każde zawołanie, to cię szantażuje płaczem! Itp, itd...

15.06.2016

Co ja bez Was robiłam..?

Od 4,5 roku jestem mamą. To niby tak krótko, a jednocześnie kupa czasu. Od 6,5 miesiąca podwójną mamą, więc od rana do wieczora cały dzień wypełniają mi dziewczyny. Jak nie obie naraz, to jedna - w zależności czy Martynka w przedszkolu, czy w domu ale Oli śpi. Czas względnie wolny w ciągu dnia mam tylko wtedy, gdy Oli śpi a Martynka w przedszkolu. Co nie zdarza się ostatnio dość często (dlatego - klik). Nie narzekam, absolutnie nie narzekam bo nie wyobrażam sobie inaczej. Ale zastanawiam się czasem, co robiłam wcześniej...? Jak mijał czas..? Czy to możliwe że w ogóle było jakieś wcześniej...?

11.06.2016

Hity i kity ubrankowej wyprawki niemowlaka

Każda przyszła mama staje w końcu przed koniecznością zakupu ubranek dla swego wyczekiwanego dziecka. I nie jest to proste zadanie, jakby się pozornie mogło wydawać.. Głównym dylematem jest ilość potrzebnych ciuszków w danym rozmiarze. Tu wszystko zależy od tego, jak często zamierzamy prać te rzeczy. Jednak dziś nie o ilości, a o rodzaju tych ubranek. Na świeżo, póki Oliwka jeszcze mała i pamiętam, co mnie w tych początkowych tygodniach doprowadzało do mega wkurzenia.

06.06.2016

Tak szybko rośniesz...

6 miesięcy. A właściwie to za dwa dni 6,5 miesiąca - tyle już czasu Oliwka jest z nami. Ja na prawdę w to nie wierzę! Jak to możliwe, że minęło już tyle czasu? Przecież jakby dopiero przed chwilą leżało sobie takie maciupkie zawiniątko w gondoli wózka i spało cały dzień. Przecież to było zaledwie chwilkę temu, gdy leżąc w szpitalu z nią marzyłam sobie, jak to będzie gdy już do domu przyjedziemy. Przecież dopiero co w brzuchu siedziała...

03.06.2016

Igrzyska Śmierci - Walka o przetrwanie

Dawno nie miałam w rękach książki, która tak bardzo by mnie wciągnęła. Na dodatek z gatunku, który średnio lubię. A jednak, Igrzyskom się to udało. Suzanne Collins stworzyła prawdziwe arcydzieło!

Nastoletnia Katniss żyje w jednym z 12 Dystryktów, niewyobrażalnie biednych i wiecznie głodujących miast, czy jakkolwiek by je nazwać. Zbliżają się dożynki - coroczne losowanie przedstawicieli każdego Dystryktu do udziału w morderczym turnieju, z którego żywy może wyjść tylko jeden uczestnik. Głodowe Igrzyska stworzone zostały przez władze aby pokazać mieszkańcom Dystryktów, kto tutaj rządzi, żeby nie przyszło im nigdy więcej do głów aby się buntować tak, jak przed dziesiątkami lat Dystrykt 13, który został zrównany z ziemią.
By chronić młodszą siostrę, Katniss zgłasza się na ochotnika. Wraz z nią na arenę trafi Peeta - syn piekarza, który kiedyś uratował ją przed głodem. Zaczyna się najgorszy koszmar w ich życiu...

02.06.2016

Wyluzuj...

Za bardzo się wszystkim przejmuję. Zdecydowanie za bardzo... I to jeszcze takimi pierdołami, przez które niepotrzebnie podnoszę ciśnienie i sobie i pewnie też Martynce... Tak, na pewno jej też, bo przecież widać, że się później denerwuje. Postanowiłam więc skończyć z tym. Wyluzować zupełnie.

źródło: pixabay.com