03.06.2016

Igrzyska Śmierci - Walka o przetrwanie

Dawno nie miałam w rękach książki, która tak bardzo by mnie wciągnęła. Na dodatek z gatunku, który średnio lubię. A jednak, Igrzyskom się to udało. Suzanne Collins stworzyła prawdziwe arcydzieło!

Nastoletnia Katniss żyje w jednym z 12 Dystryktów, niewyobrażalnie biednych i wiecznie głodujących miast, czy jakkolwiek by je nazwać. Zbliżają się dożynki - coroczne losowanie przedstawicieli każdego Dystryktu do udziału w morderczym turnieju, z którego żywy może wyjść tylko jeden uczestnik. Głodowe Igrzyska stworzone zostały przez władze aby pokazać mieszkańcom Dystryktów, kto tutaj rządzi, żeby nie przyszło im nigdy więcej do głów aby się buntować tak, jak przed dziesiątkami lat Dystrykt 13, który został zrównany z ziemią.
By chronić młodszą siostrę, Katniss zgłasza się na ochotnika. Wraz z nią na arenę trafi Peeta - syn piekarza, który kiedyś uratował ją przed głodem. Zaczyna się najgorszy koszmar w ich życiu...



Igrzyska Śmierci to trylogia. W części pierwszej poznajemy główną bohaterkę i jej życie, a także jesteśmy świadkami morderczej gry na śmierć i życie, z której mieszkańcy Kapitolu zrobili sobie świetną rozrywkę. Katniss by przetrwać, bardzo naraża się na arenie prezydentowi który jak się później okaże, nie puści jej tego płazem.
We "W pierścieniu ognia" znów wracamy na arenę, choć miało to się już nigdy nie powtórzyć. Jednak tym razem jest zupełnie inaczej. Tym razem połowa uczestników, zamiast zabijać się nawzajem robi wszystko, by wyciągnąć z areny żywą Katniss.
I w końcu "Kosogłos" - symbol wolności i buntu, którym staje się Katniss. Walka z władzą, na śmierć i życie, próby obalenia władzy prezydenta. Czy rebeliantom uda się zjednoczyć wszystkie Dystrykty przeciwko Kapitolowi? Co stanie się z Katniss i Peetą, zakochanym w niej chłopaku którego ona uczuć nie odwzajemnia? Czy marzenie Katniss o zabiciu prezydenta ziści się?


Chciałoby się rozpisać na temat tych książek, zdradzić o czym są, co się dzieje, ale co by wtedy była za przyjemność z czytania.. I kto by przeczytał recenzję na trzy strony A4? Bo tyle mi mniej więcej wyszło, gdy pierwszy raz usiadłam i zaczęłam to pisać. Postanowiłam jednak drastycznie tekst skrócić. Do minimum. Bo książki na prawdę warto przeczytać osobiście! Ja wrócę do nich bez wątpienia za jaki czas.



0 komentarze:

Prześlij komentarz