06.06.2016

Tak szybko rośniesz...

6 miesięcy. A właściwie to za dwa dni 6,5 miesiąca - tyle już czasu Oliwka jest z nami. Ja na prawdę w to nie wierzę! Jak to możliwe, że minęło już tyle czasu? Przecież jakby dopiero przed chwilą leżało sobie takie maciupkie zawiniątko w gondoli wózka i spało cały dzień. Przecież to było zaledwie chwilkę temu, gdy leżąc w szpitalu z nią marzyłam sobie, jak to będzie gdy już do domu przyjedziemy. Przecież dopiero co w brzuchu siedziała...


Pół roku. To już taki poważny wiek. To już bliżej niż dalej do pierwszych urodzin. Zaraz zacznie mówić, chodzić, przestanie być niemowlakiem. Patrzę na tą roześmianą buźkę, nie przestaję się do niej uśmiechać, a w środku ryczę... Że tak to szybko mija. Że zaraz nie będę mieć potrzebującego mnie na każdym kroku maleństwa, że zaraz będę mieć w domu dwie samodzielne dziewczyny. Oczywiście cieszy mnie to, ale smutno mi zarazem ogromnie!


Oliwia uwielbia Martynkę. Widać to w każdej chwili, gdy tylko kątem oka dostrzeże gdzieś starszą siostrę od razu przerywa to, co właśnie robiła i wodzi za nią wzrokiem, szczerząc bezzębną buzię w szerokim uśmiechu. A wystarczy, że Martynka się do niej odezwie, jest momentalny pisk radości. Chociaż nie, nie musi się nawet odezwać, może po prostu coś w jej kierunku zrobić - nawet jak rzuci w jej stronę pluszową piłką, Oliwia wydaje z siebie salwy śmiechu. Nawet gdy zarobi tą piłką w czoło.


Jakoś pod koniec szóstego miesiąca Oli zaczęła chcieć siadać. Nie była dotychczas sadzana z podparciem i w sumie to nadal nie jest (poza chwilami, gdy je), ale widać że bardzo ją już do tego ciągnie, bo leżąc na plecach próbuje łapać się czego popadnie i usiąść. Najlepiej jej to idzie na leżaku z pozycji półleżącej, ale i z całkiem płaskiej też ćwiczy zawzięcie.


Jeżeli przy leżeniu już jesteśmy - polubiła pozycję brzuszną. Przewracać się z pleców na brzuch zaczęła już dość dawno, bo w dzień moich urodzin w marcu, jednak nie uskuteczniała tego zbyt często, bo zwyczajnie nie lubiła leżeć na brzuchu. Tylko w wyjątkowych sytuacjach się przewracała. Teraz robi to non stop. Z pleców na brzuch, z brzucha na plecy. Turla się w jedną i drugą stronę i widać, że sprawia jej to dużo radości. Przez to doszły problemy z wieczornym zasypianiem - bo nie będzie leżeć, tylko się turlać po całym łóżku!


A'propo zasypiania - Oliwia wieczorem zasypia samodzielnie. Trzeba siedzieć co prawda przy łóżeczku, ale już nie nosić, nie lulać, czasem tylko pogłaskać. Karuzela włączona, kołysanki z niej grają, zwierzątkom migają światełkami brzuszki i Oli z reguły dość szybko przy tym zasypia. No, teraz się popsuło przez to turlanie, godzinę dziś spędziła w łóżku nim wreszcie zapadła w sen...
Jeszcze co do spania - miesiąc temu pisałam, że zrobiła się bardziej chustowa niż wózkowa. Teraz się to znów odmieniło (i mam nadzieję, że ten stan rzeczy już tak potrwa, bo nie wyobrażam sobie w te upały spacerowania z chustą). Co prawda Oliwka dość mało w ciągu dnia śpi (albo miała taki chwilowy czas, że półtorej godziny w porywach do dwóch, ale rozłożone na 2-3 drzemki jej wystarczało..), na spacerach z reguły woli się rozglądać, ale kiedy chce spać, raczej nie trzeba jej już lulać na rękach, tylko pobujać wózkiem. Wcześniej to średnio wychodziło i z reguły lądowała i tak w mych ramionach, gdzie zasypiała i ewentualnie była odkładana. Co nie zawsze kończyło się dobrze, bo potrafiła się wybudzić przy odkładaniu... Więc obecny stan rzeczy jest idealny i oby trwał!
Także, jak widać poniżej, zamieniliśmy gondolę na spacerówkę. Smutno mi było, bo to oznaczało że pewien etap (maluszka leżącego) skończył się na dobre, ale ostatecznie bardzo mnie ta zmiana cieszy. O tym wkrótce...


Oliwia lubi jeść. Przeważnie zjada w ciągu dnia obiadek i deserek, czasem sam obiadek, ale są też dni gdy nie je nic poza mlekiem (z wygodnictwa mego, no.. Bo gdy gdzieś jedziemy na dłużej to nie chce mi się wozić ze sobą słoiczka, miseczki, łyżeczki). No i jakoś kompletnie nie stosujemy systemów wprowadzania nowych produktów. Dziś je szpinak, jutro brokuł (którego zresztą uwielbia!), pojutrze marchewkę z kalarepką... Pełna dowolność i brak dawania po kilka łyżeczek i odczekania dwóch czy trzech dni by sprawdzić, czy nie uczula.
Drogą kupna nabyliśmy w Ikei krzesełko do karmienia i powiem Wam, że był to najlepszy zakup w tej dziedzinie jaki mogliśmy poczynić. Na pewno o krzesełku jeszcze tutaj napiszę.
Ach i został ten zakup uczczony od razu - zjedzeniem ugotowanej marchewki w kawałku. Co prawda mam ogromnego cykora przed BLW a nawet i nie wiem, czy można już takim maluchom w ten sposób jedzenie dawać, ale mamy siateczkę do podawania pokarmów i wsuwała z niej tą marchewkę aż jej się uszy trzęsły :)


Poza tym, Oli nadal gada na potęgę, uśmiecha się do niemalże każdego i jest bardzo wesolutka. Mam nadzieję, że tak jej pozostanie i że nadal będzie miała przez cały dzień radosną buźkę, a łezki pojawiać się będą tylko w wyjątkowych okolicznościach :)



0 komentarze:

Prześlij komentarz