19.07.2016

Baby Design Husky - wózek idealny?

W poszukiwaniu wózka idealnego prawie dokładnie rok temu stworzyłam listę, z której planowałam wybrać perfekcyjny pojazd dla wtedy jeszcze niezidentyfikowanego Kropka. Lista ta wraz z krótkim opisem jest tu - klik. Szczerze mówiąc po jej napisaniu odpuściłam temat, nie widziałam na żywo prawie żadnego z tamtych wózków, zrobiłam nią sobie ogromny mętlik w głowie a mając dużo czasu do listopada, stwierdziłam że na razie zapominam o wózkach. Do czasu...


Kiedy jakiś czas później do naszego domu przyjechał Husky, nie umiałam powstrzymać radości. Nie, nie zamieszkał z nami nowy pies - aczkolwiek wózek ten bez dwóch zdań posiada co najmniej kilka cech tego czworonoga z zimowych krain.


O tym, jak sprawdza się zimą pisałam tu - klik. Teraz czas na lato :) I dokładne przyjrzenie się spacerówce, która jest obecnie już użytkowana każdego dnia po kilka godzin, więc mogę o niej powiedzieć bardzo dużo. W sumie to mogę o niej powiedzieć wszystko..

Na początku stelaż, choć o nim pisałam niejedno, to w skrócie przypomnę: kocham jego amortyzatory, kocham jego ogromy, zapinany na zamek kosz i pompkę do kół umiejscowioną w specjalnej kieszeni. Uwielbiam jego hamulec który używa się bez problemu (a miałam do czynienia z wózkami, w których strasznie opornie to szło...) i wielkie, pompowane koła które dają radę w każdym terenie: w śniegu, piachu, błocie, na prostym chodniku i dziurawym asfalcie, na kałużach płytkich i głębokich - testowane były dosłownie wszędzie!
Będąc przy stelażu, nie sposób nie wspomnieć o torbie. Bałam się, że będzie ona zsuwać się z uchwytów, aczkolwiek teraz już wiem, że te obawy były bezpodstawne (czy też raczej, testując torbę miałam zbyt małe obciążenie w niej). Torba jest wielka, mega pojemna, nieprzemakalna i nawet na dziurach nie spada z uchwytów gdy mieści w sobie wszystkie potrzebne przy niemowlaku rzeczy. Na poniższym zdjęciu jest w niej chusta, pudełko z mlekiem, butelka, pieluszki, mała paczka chusteczek mokrych, gdzieś pod spodem także ubranko na przebranie. I ona się nawet zamknęła! :)


Jeszcze tylko nadmienię, że ciężko było mi się rozstać z gondolą.. Przeciągałam ten moment, bo zamiana na spacerówkę przecież świadczy o tym, że kończy się pewien etap. Symbolicznie tak, no ale zawsze... Kiedy jednak Oliwia zrobiła się na tyle ruchliwa, że jej nóżki ciągle wisiały za którymś z boków gondoli, trzeba było się z nią pożegnać. I już po kilku spacerach z siedziskiem, pokochałam Huskiego na nowo (czy to w ogóle możliwe? :))

Siedzisko spacerowe można zamontować zarówno przodem jak i tyłem do siebie. My korzystamy z tej pierwszej opcji, chociaż czasem Oliwia jeździ przodem do świata - gdy znudzi jej się obserwowanie mnie i Martynki, lub też robi się zmęczona i zaczyna marudzić, a ja nie chcę jej zasypiać w wózku bo akurat wracamy do domu, wtedy ją obracamy i ma nowe widoki. Tu jednak trzeba uważać - gdy mamy zbyt obciążoną rączkę (czyli torba bardzo załadowana), wózek bardzo lekko się przechyla po naciśnięciu rączki. Zmienia mu się po prostu środek ciężkości i trzeba o tym pamiętać. Nie działa to w żaden sposób na pasażera, nie szkodzi mu ani nic z tych rzeczy, wózek się nie wywróci sam absolutnie, stoi stabilnie. Sami się przekonacie o co mi chodzi gdy będziecie wozić dziecko przodem do siebie, a później przełożycie odwrotnie i spróbujecie unieść wózek pod krawężnik :) Trzeba po prostu mniej siły w to włożyć, bo dużo lżej się podbija.
Siedzisko jest szerokie, wysokie, długie - na stronie producenta dokładne wymiary. Bardzo zwracam na to uwagę, pamiętam bowiem poszukiwania spacerówki dla dwuletniej dużej jak na swój wiek Martynki, w której mogłaby jeszcze trochę pojeździć. Wtedy pokochałam wózek Sprint, swoją drogą też Baby Design - tu wszystkie jego plusy i minusy (klik).
Oparcie można umiejscowić w trzech pozycjach: leżącej, półleżącej, siedzącej. Oliwia od samego początku jak tylko wskoczyła w spacerówkę nie chciała jeździć na płasko, więc używaliśmy pozycji półleżącej. I w tej pozycji jak dla mnie mogłaby ona być odrobinę bardziej leżąca, bo patrząc na Oli po przesiadce z gondoli miałam wrażenie że jednak za bardzo siedzi.
Drobnym minusem jest brak siateczki w budce, coś w stylu jak ma gondola - że się rozpina materiał i mamy wentylację. Budkę można co prawda zdjąć całkowicie albo tylko rozpiąć, ale wtedy mamy "łyse" oparcie i tracimy przez to cień.
Jeżeli już przy budce jesteśmy - jest ona niewątpliwie wielkim plusem wózka. Buda jest ogromna, a poszerzona zasłania niemalże całe siedzisko - w filmie dokładnie jest to pokazane. Budka ma też okienko do podglądania pasażera, gdy podróżuje przodem do kierunku jazdy. Okienko jest z folii, zamykane na magnes, u nas otwierane także podczas jazdy tyłem bo Oliwia lubi sobie czasem poleżeć i popatrzeć na chmurki.
O takich szczegółach, jak odpinany pałąk ze zdejmowanym pokrowcem, mięciutkich nakładkach na pasy które notorycznie Oli ślini, regulowanych pięciopunktowych pasach, regulowanej rączce czy regulowanym podnóżki pisać nie będę, gdyż o tym wszystkim jest w wielkiej ogólnej recenzji - klik. Ale o materacyku wspomnieć muszę, bo jestem niemalże pewna, że dzięki niemu tak się Oliwii przyjemnie śpi w upalne dni! O ile spanie na dworze przy 32 stopniach można nazwać przyjemnym... Ale do rzeczy - materacyk, swoją drogą dwustronny więc można go używać także zimą (jest wtedy milutki polarkowy i cieplutki), w wersji letniej bez wątpienia przyczynia się do lepszej cyrkulacji powietrza pod dzieckiem. Wykonany z fajnego w dotyku, siateczkowego materiału nigdy nie był mokry gdy Oliwia na nim spała. Mimo że czasem włoski spocone miała, to nigdy nie mocno, a sam materacyk ani kropli na sobie nie miał.. Za to kilka razy miał styczność z mlekiem, które gdzieś tam bokiem z Oliwki buźki wypływało podczas tak zwanego tankowania bobasa. No i to mleko po wyschnięciu zostawiało plamy. Ale wiecie co? Wystarczyło po powrocie do domu przetrzeć go mokrą gąbką, bez żadnego mydła, płynu do naczyń, czystą wodą i zostawić aby sobie wysechł. Po plamach nie zostawał ślad!
Na koniec zostawiłam sobie najlepsze - schowki w wózku. W siedzisku dokładniej - są aż dwa, a nawet trzy bo na kocyk w sumie też. Jeden w budce - zamykana na suwak kieszeń mieści w sobie pieluszkę flanelową do przykrycia, czapki przeciwsłoneczne dziewczyn i paczkę chusteczek higienicznych. Drugi w oparciu - wykonany z siateczki, na końcu ma ściągacz-gumę który trzyma to co tam nawkładamy. U nas podróżuje w nim folia przeciwdeszczowa - dzięki temu oszczędzam miejsce w koszu, więcej zakupów się zmieści ;) A zaznaczyć trzeba, że my praktycznie nie używamy samochodu na co dzień, wszędzie idziemy na piechotę, czyli z wózkiem. Dokładniej to ja z dziewczynami, spacery przeważnie bardzo długie sobie robimy, po drodze a to jakieś owoce, a to drobne spożywcze zakupy, czasem zahaczymy o pobliską galerię handlową i wyprzedaże ubranek czy zabawek, jeszcze pieluchy, mleko, słoiczki no i tak się zbiera tych siatek, więc pusty kosz jest wskazany :) A trzeci schowek, co to może nie do końca schowkiem jest ale tak go nazywam bo "schować" można tam kocyk na chłodniejsze dni - też jest w budce, za kieszenią na suwak. Film dokładniej pokazuje jak to wygląda.
Film także ujawnia, jak zamontować na wózku folię przeciwdeszczową, a także jeszcze kilka innych szczegółów, więc do oglądania gorąco Was zapraszam:


Jestem ciekawa, czy ktoś z Was też go ma i co w nim uwielbia? :)

0 komentarze:

Prześlij komentarz