21.07.2016

Czym czyścić niemowlęcy nosek i dlaczego to najgorszy wybór..

Martynka jako niemowlę nigdy nie chorowała. Nic takiego nie utkwiło mi w pamięci.. Nie miała nigdy kataru, a my nie mieliśmy problemu z czyszczeniem jej noska. Wtedy na wyposażeniu naszego pudełka z akcesoriami do pielęgnacji malucha, znajdowała się zwyczajna tak zwana gruszka. Sprzęt można by rzec przedpotopowy, ale przed narodzinami Martynki nie miałam pojęcia, że jest coś takiego jak aspirator do noska. Dowiedziałam się o tym dopiero podczas pierwszego kataru, a było to prawdopodobnie jakoś pomiędzy 1 a 2 rokiem życia, kiedy tym czymś co zwie się gruszką, kompletnie nie szło jej porządnie noska wyczyścić. Wyrywała się rzecz jasna, a zasys to to miało taki marny, że nawet w 1/4 nie czyściło... Jednak jak się okazało, aspiratory to też wcale nie taki dobry wybór.


Z informacji jakie posiadam, są trzy rodzaje aspiratorów do czyszczenia noska: na baterie (ale podobno ma bardzo kiepski zasys), do odkurzacza (ale trzeba mieć w domu odkurzacz...) i "napędzany" rodzicowymi ustami. I w ten ostatni się zaopatrzyliśmy. Sławetna Frida służy nam do dziś, ale czy był to dobry wybór?

I tak i nie. A jak tak teraz myślę, to żaden aspirator nie będzie dobrym wyborem. Trzeba po prostu wybierać mniejsze zło.. Bo ten na baterie nie wyczyści porządnie, trzeba go używać dłużej, a dziecko się wyrywa i denerwuje. Ten do odkurzacza - trzeba wystawiać za każdym razem odkurzacz, włączać go, a dziecko nie dość że się wyrywa i denerwuje, to jeszcze może go przerazić wycie tegoż sprzątającego sprzętu tuż obok. A Frida? Jak dla mnie to najgorszy wybór z możliwych, bo mimo jakichś tam gąbkowych filtrów, kompletnie nie chroni rodzica przed zarazkami. I tak, jestem chora za każdym razem kiedy Oliwia ma katar. Boli mnie gardło już po pierwszym dniu czyszczenia jej noska. Cholernie mnie to wkurza, bo nienawidzę bolącego gardła, ale co zrobić?
Niecierpliwie czekam, aż nauczy się wydmuchiwać nosek..

0 komentarze:

Prześlij komentarz