31.08.2016

Tak bardzo nie chcę września...

Nie chcę przedszkola. Tak bardzo nie chcę, że nawet sobie tego nie wyobrażasz. Tak bardzo lubię mieć moje dziewczyny obok siebie. Spędzać z nimi czas. Bez pośpiechu, w naszym tempie który przez te kilka miesięcy jak Oli jest, tak doskonale wypracowałyśmy. A właściwie przez ostatnie trzy miesiące..


Nie wrócą już te leniwe poranki, niespieszne zabawy w piżamach, szykowanie śniadania przeciągające się do dziewiątej. Dalekie spacery, szaleństwa na placach zabaw i powolne powroty ze śpiącą Oli, w towarzystwie gorących drożdżówek.. To znaczy wrócą - ale czekać na to trzeba całe dziewięć miesięcy. Lub też do pierwszej choroby...

Miałyśmy idealnie wypracowany plan dnia. Oli ma już sztywne pory drzemek, a przedszkole będzie nam bardzo to zakłócało. Poza tym, co ja będę robić kiedy Oli będzie spać? Znów miejsca nie będę mogła sobie znaleźć, przynajmniej przez pierwszych kilka[naście] dni.

Uwielbiam te moje dziewczyny i gdybym mogła, byłabym z nimi 24h. Ja wiem, wiem że tak się nie da, Martynka to już całkiem duża dziewczynka i potrzebuje już nie tylko mamy. Ale co ja poradzę.. No tak już mam.

Jestem wewnętrznie rozdarta. Cieszę się, że mam taką dużą, samodzielną, towarzyską dziewczynkę, a zarazem chciałabym mieć ją zawsze obok. I patrzę na to moje mniejsze cudo, wstające już wszędzie gdzie się da na nóżki i jestem z niej tak bardzo dumna, ale i przerażona zarazem - bo zaraz też zacznie potrzebować kontaktów z rówieśnikami, uczyć się i poznawać świat poza domem, samodzielnie. Praktycznie za chwil kilka też pójdzie do przedszkola...

Tak mnie wzięło na przemyślenia.. Pewnie za kilka dni, jak już wpadniemy w ten przedszkolny rytm, inaczej na to spojrzę. A tymczasem - idę spać. Może szybciej minie ten jutrzejszy dzień.

0 komentarze:

Prześlij komentarz