19.09.2016

Kurtki w Lidlu - porażka na całej linii...

Sobota rano. Dzień bitwy. Bitwy na śmierć i życie. Na być albo nie być. Mieć albo nie mieć...

Kurtki rzucili na sklepy. W Lidlu znaczy się. Kurtki fajne! Bo leciutkie. Termiczne. W gazetkach reklamowych już z tydzień wcześniej widoczne, a ja oczami wyobraźni widziałam w niej Martynkę idącą do przedszkola. I tylko w wyobraźni ten obraz zostanie...

Godzina 7 - otwierają Lidla. Przed drzwiami kolejka na kilometr. Już wtedy wiedziałam, że z kurtki nici. Jak się ci ludzie rzucili biegiem do koszy z towarem, tak nic nie zostało. NIC. Ale wiecie co jest najgorsze? Że gdyby oni kupowali dla siebie te kurtki, dla swoich dzieci, mężów, sióstr, to okej. Ale byli ludzie, którzy mieli pełne koszyki. Wrzucali co popadło, nie patrząc na kolor, rozmiar, brali WSZYSTKO. Jedna pani miała coś około 50 kurtek jak nic! Zapewne po to, żeby później sprzedać drożej...

I wkurzyło mnie to, tak ogromnie wkurzyło bo ja chciałam tylko kurtkę dla Martynki. No, jeszcze dla Oliwki - ale dziecięcych w ogóle na oczy nie zobaczyłam. Młodzieżowe tak, jedną jedyną którą na zdjęciu powyżej widzicie. Dużo za duża na Martynkę, bo cały rozmiar większa, ale była to jedyna kurtka jaka pozostała. Ktoś ją odłożył gdy przy pustych koszach stałyśmy, więc wzięłam. I prawie mi ją z rąk wyrwali!
Ale nie można powiedzieć, że z pustymi rękoma z Lidla wróciłyśmy, bo kurtka jest. Poleży co prawda dwa albo trzy lata, ale stwierdziłam że jak ją już trzymam to kupię. Bo nigdy więcej po kurtki do Lidla nie pojadę.
Następnego dnia, w niedzielę w radiu słyszałam reklamę kurtek termicznych. I śmiechem wybuchnęłam. Przecież w Lidlach pustki były już o 7:05, a oni dzień później nadal reklamują...

I kiedyś, z Softshellami było identycznie...
Zdecydowanie nie polecam zakupów kurtkowych w Lidlu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz