15.11.2016

A w naszym domu pachnie pierniczkami...

Zrobiłyśmy to. Upiekłyśmy pierniczki. Z wypiekami na policzkach wykrawałyśmy ich kształty, z nosami niemalże przyklejonymi do drzwiczek piekarnika oczekiwałyśmy na upieczenie, jeszcze ciepluchne chrupałyśmy.. Reszta trafiła do pudełek, a ja oficjalnie zatem stwierdzić muszę, że sezon świąteczny w naszym domu się rozpoczął!


Bo są pierniczki - idą Święta. Na dodatek zapach mandarynek każdego dnia wypełnia nasze cztery kąty. Mróz za oknem daje nadzieję na śnieg, ale coś jeszcze nas nie ucieszył białym puchem. Czekamy niecierpliwie..
W tym roku robiłyśmy z innego przepisu, zobaczymy jakie będą gdy skruszeją - oby pyszne. Ozdobimy je też rzecz jasna, ale to bliżej Świąt. No i upieczemy jeszcze kilka. Mam ochotę wypróbować też przepis na pierniczki "na ostatnią chwilę" co to leżakować nie muszą. I domek z piernika chodzi mi po głowie..






Trochę nam ich wyszło. Głównie to moja robota, bo Tin nim wycięła jednego, nim go ozdobiła dziurkami lub też innymi kreskami, to ja w tym czasie zrobiłam dziesięć pierniczków.. Stworzyła też dwa takie fajne, duże, wyjątkowe, narysowane wykałaczką. Zapowiedziała, że ona je zje. Co jakiś czas dopytuje, czy już możemy je wyjąć, ozdobić i zjeść. Cierpliwość to nie jest jej mocna strona, ale muszę przyznać, że robi postępy w tym temacie.



Przyznać się - kto także już pierniki stworzył? :)


0 komentarze:

Prześlij komentarz